pieter_bruegel_the_elder_-_the_massacre_of_the_innocents_-_wga3479

Struktura grzechu

Jest w teologii pojęcie struktury grzechu, czy grzechu strukturalnego. Czasem taka struktura przybiera postać konkretnej instytucji. Dziś opowiem Wam o spotkaniu z policją.

Struktura grzechu to katedra zła w społeczeństwie, zbudowana z drobnych podłości jednostek. Jej strukturalność oznacza, że ludzie w niej uczestniczący są z góry uwikłani i w pewnym stopniu skazani na doświadczanie i popełnianie zła.

Stało się tak, że w Warszawie ponoć trójka anarchistów próbowała podpalić radiowóz przy pomocy konstrukcji z kartonu i plastikowych butelek. Rewelacja ta, wraz ze zdjęciem konstrukcji, obiegła wszystkie media (ja jednak nie opublikuję już tego zdjęcia, o czym za chwilę). Rewelacja ze zdjęciem miała też komentarz naczelnych policjantów – że wiedzieli o wszystkim od dłuższego czasu i tylko czekali na „gorący uczynek”. I obiegła właśnie w chwili, kiedy sejm „debatował” nad ustawą przewrotnie zwaną antyterrorystyczną. Szefowie policji sami stwierdzili, że zamiast zapobiegać przestępstwu, „szli na wynik”. Nie trzeba też zaliczenia z logiki, żeby domyślać się, że trójka przetrzymywanych blisko cztery miesiące w radomskim areszcie zrobiła dobrze tejże policji i wszystkim zwolennikom nowej, groźnej ustawy.

Już samo to każe doszukiwać się w policji struktury grzechu. Jeśli nie podpuszczeni, to żałośnie niemądrzy „gangsterzy Olsena” posłużyli do bezlitosnej politycznej gry (jak pisał Jan Paweł II, „wśród „struktur” [grzechu], najbardziej charakterystyczne zdają się dzisiaj być dwie: z jednej strony wyłączna żądza zysku, a z drugiej pragnienie władzy z zamiarem narzucenia innym własnej woli”). Chcę to powiedzieć jasno: niezależnie od intencji każdego z tej trójki, uważam, że są oni ofiarami żądzy władzy rządu i policji. Samo to wystarczy, by wskazać palcem ogrom zła za fasadą tych instytucji. Dla mnie jednak był to – jak się później okazało – początek osobistego spotkania ze strukturą grzechu.

Postanowiłem wyśmiać „bombę”, podzielić się z ludźmi opinią nt. tego co myślę o całej sprawie, i zwrócić uwagę na „mankamenty” nowej ustawy. Po prostu skorzystać z podstawowego prawa człowieka – prawa do wypowiedzi. Nie na blogu, dzięki czemu wciąż go czytacie. Zrobiłem to na Facebooku, a tekst okrasiłem zdjęciem tzw. bomby, opublikowanym przez policję. Pod koniec tygodnia.

W sobotę rano 4 tajniaków (!) przyszło do mojego domu. Jak przystało na „synów ciemności”, nie chcieli rozmawiać w ogrodzie, skąd byliby słyszani przez sąsiadów. Przeszukali mieszkanie, zabrali komputer i telefon (ten ostatni teraz szwankuje). Wezwali na przesłuchanie. Zostałem „osobą podejrzewaną” o sianie terroryzmu (!).

Możecie sobie wyobrazić wrażenie, jakie zrobili na mojej rodzinie. Tym bardziej, że kilka dni wcześniej we Wrocławiu ktoś zatrzymany na komisariacie przypadkiem spadł z krzesła i umarł.

W poniedziałek mnie przesłuchali. Przepraszali, mówili, że ktoś im kazał, że oni to woleliby robić bardziej rozsądne rzeczy. I to jest właśnie ta drobna cegiełka indywidualnego tchórzostwa z jakich zbudowane jest gmaszysko grzechu strukturalnego. Skoroście uważali, że sprawa jest nierozsądna, czemu nie powiedzieliście tego swoim tajemniczym „onym”?

Co dalej? Kunktatorskie pismo z prokuratury, napisane tak, że zostawia pełną dowolność interpretacji. Przerzucanie sprawy między instytucjami. I ten poczciwina z policji który nic nie mógł i nic nie wiedział.

No dobrze, powie ktoś. Jawnie fałszywe oskarżenie, niedorzeczne szykany (zabrali mi sprzęt do pracy, zawarte w nim osobiste pamiątki i dokumenty), to jeszcze nie karcer i tortury. Jasne, dobry pan, przecież mógł zabić. Ale opowiem Wam jeszcze jak struktura zła przełożyła się na moje życie.

„Przełożyła się” to dobre słowo. Bo to taka maszyna w której drobne zło zamienia się w duże – jak w przekładni.

Moja rodzina została zastraszona (kto tu jest terrorystą?). Moim związkiem targnął kryzys. Zostałem obciążony moralną odpowiedzialnością za całą sytuację (tak! mały fałsz –> duży fałsz). Moja i tak marginalna działalność społeczna została bezterminowo zawieszona. Porzucić tożsamość, porzucić etykę – nie łatwo.

Panie oficerze, możesz zameldować wykonanie zadania – Belzebubowi.

Artykuł w nieco zmienionej wersji ukazał się w czwartym numerze A-Taku.

Bronisław Linke, Kanapka z człowiekiem

Kapitalizm zabija. Ciebie też może

Ponieważ nie miałem czasu w normalnych godzinach, zamiast zmienić opony w spółdzielni Gromada, pojechałem do całodobowego zakładu prywatnego. Skończyło się na drobnej przykrości, ale mogło znacznie gorzej.

W warsztacie kolejka, pracuje dwóch chłopaków. Wyraźnie zmęczeni. Jeden wręcz słania się na nogach, zatrzymuje się, zapomina co właśnie chciał zrobić.

– Przepraszam pana, pracuję czternastą godzinę. Głowa już nie działa.
– Rozumiem, znam to.

14 godzin. Ciężkiej fizycznej pracy w hałasie, brudzie, w zimnie jak w psiarni. Drugi trochę żwawszy. Pomaga mu doświadczenie, jedzie na autopilocie. To też znam.

Płacę, odjeżdżam. Na światłach dogania mnie inne auto: – Kołpak pan zgubił.

Kołpak połamany, trudno. Dobrze, że nie koło.

Dobrze, że nie koło.

Kapitalizm zabija. Nie tylko pracowników, ale i konsumentów. I nie ma znaczenia, czy chłopak sam się zgłosił po te 14 godzin zamiast 8 czy 10. Bo 20-latkowie w sobotni wieczór z własnej woli robią inne rzeczy niż wymienianie opon w cudzych samochodach. I nie mówcie, że skoro nie czuł się na siłach to mógł odmówić. Bo wiecie doskonale, że nie mógł. I nie mówcie, że feler to osobista odpowiedzialność pracownika. To nie on zorganizował sobie pracę.

A kiedy będziecie sarkać na stary plakat z koktajlem Mołotowa, w którym mieszanka wybuchowa składa się z niskich płac i wysokich czynszów, pomyślcie o wszystkich wybuchach, pożarach, kraksach spowodowanych stosunkami kapitalistycznymi.

molotow

vaneigem604-tt-width-604-height-401-crop-0-bgcolor-000000-nozoom_default-1-lazyload-0

Życie ucieka, życie mknie

Piosenka „La vie s’écoule, la vie s’enfuit” Raoula Vaneigema chodziła mi po głowie, odkąd ją poznałem. Smutek, bezbrzeżny smutek codzienności i wyłażący zeń gniew  – zapisane w tej piosence – są mi niekiedy tak bliskie. Poza tym, „La vie s’écoule” to także dokument historii. Bywa, że bawię się w tłumacza. Jakiś czas temu przetłumaczyłem ją na polski. Tekst poniżej, ale najpierw oryginał, w interpretacji Jacquesa Marchaisa:

Życie ucieka, życie mknie

Życie ucieka, życie mknie
Dni defilada nudzi cię
Partie, wybory – pusty gest
Rewolucja zdradzona jest

Praca zabija, daje hajs
W supermarkecie kupisz czas
Kupiona chwila jest na raz
Młodzież umiera – zabija czas

Choć do miłości jest twój wzrok
Odbija martwych rzeczy krąg
Bez realności i bez snów
Skazani na świat obrazów

Padli od pracy, głodu, kul
Dołączcie do nas teraz tu
W drogi początku trwamy wciąż
I dojrzewamy by wziąć broń

Zapłońcie nory klechów, glin,
Geszefty kupców, biznes-świń
Siejący burzę wzbiera wiatr
I nam do tańca niesie takt

Broń która mierzy w naszą pierś
Przeciwko szefom zwróci się
Dość kierowników, koniec państw
Co ciągną zyski z naszych walk

Przywileje

Zbieram materiały do artykułów (w końcu będą dwa) o sytuacji osób transpłciowych. I myślę sobie, kurczę, ja to jestem uprzywilejowany. No bo tak: w pracy z grubsza nikt mnie nie ocenia po wyglądzie, nie muszę codziennie wysłuchiwać impertynencji od obcych ludzi, nie potrzebuję wyroku sądowego by uznawano moją tożsamość, itp., itd. Jak w piosence Janusza Reichela:

Ale zaraz potem ugryzłem się w język: jakie to, cholera, przywileje? To się należy każdemu jak psu buda. Nie ma czegoś takiego jak przywileje białych cisheterosamców. Jest krzywda wszystkich pozostałych.

Wytęż wzrok i znajdź różnice.

Kuriozum .Nowoczesnej

W związku z kuriozalnymi planami partii „Nowoczesna”, dążącej od wczoraj do delegalizacji ugrupowań anarchistycznych, chciałbym zaznaczyć kilka kwestii:

1.

Liberałowie najbardziej się boją tego, że ktoś wytknie im fałsz ich pojęcia „wolności”. Właśnie dlatego zdecydowali się na ten dziwaczny krok. Współczesny liberalizm oznacza wszak wolność jedynie do produkcji i konsumpcji. Nieskrępowany rozwój ludzi i społeczeństw owszem, ale tylko o tyle, o ile wspiera i odzwierciedla mechanizmy rynkowe. To jasne, że inne, szersze pojęcia wolności odsłaniają mizerię neoliberalnej mistyfikacji wolności. Mizerię tę znają dobrze lokatorzy “reprywatyzowanych” kamienic, wyzyskiwani pracownicy, i pomału dojrzewają do jej zrozumienia milionowe masy jednego z najbardziej zapracowanych społeczeństw w świecie. Nic więc dziwnego, że właśnie z tej strony liberałowie spodziewają się – i słusznie – najostrzejszego ataku. I stąd ich histeria.

2.

Bardzo ciekawe, że w swoim umiłowaniu swobody politycznej, czym tak mocno chcą się odróżnić od zamordysty Kaczyńskiego (nie, nie Theodore’a), idą drogą Erdogana, talibów i innych azjatyckich władców, jak chociażby króla Tajlandii. To pół monarchia – pół soldateska, gdzie zakaz działalności anarchistycznej koreluje z jednym z najwyższych w świecie wskaźnikiem nierówności społecznej. Maluczko, a pan Petru uczył będzie pana Putina, jak stabilizować system. Może w tę stronę idą właśnie marzenia pierwszego z partyjnych szermierzy “wolności”.

3.

Gdy anarchiści dojdą do władzy, zniosą działalność partii politycznych, poczynając od tych najbardziej szkodliwych. Tak, oczywiście że chcemy znieść państwo i partie polityczne. Oczywiście że demokracja przedstawicielska do demokracji ma się jak krzesło elektryczne do krzesła. Owszem, posiedzieć można, ale nie do tego służy. Tak, chcemy prawdziwej demokracji służącej prawdziwej wolności jednostek. Likwidacja państwa jest kolejnym – odległym – krokiem na tej drodze, po zniesieniu teokracji, niewolnictwa czy ograniczenia politycznych praw kobiet. Wszystkie te rzeczy kiedyś były nie do pomyślenia, ale ktoś je pomyślał i przeprowadził. Nazywamy to postępem. Postęp miewa ślepe uliczki. Jeśli koncepcje anarchistyczne okażą się jego ślepą uliczką – trudno.

Nowoczesna chce jednak postępu zakazać ustawą. Tak nowocześnie, tak liberalnie. Petru go home, you’re drunk.

Lektura uzupełniająca:

Dyl Sowizdrzał

Epitafium dla Sowizdrzała

Uwaga na niedosłowności na Facebooku. Władzę przejęły boty i wsłuchują się w sieciowy głos ludu. Sztuczna inteligencja jeszcze nie nauczyła się niuansowania znaczeń, ale już działa. Nie, nie, ona nie jest sztuczna. [Panie władzo – ten wpis wcale nie ma być zabawny.]

Zdarzyło mi się na wiosnę przy pomocy ironii dać wyraz swojej goryczy wobec – jak to oceniam – policyjnej prowokacji, w ramach której podpuszczono i zamknięto 3 ludzi po to, by zdobyć legitymizację dla ustawy terrorystycznej (oni wciąż siedzą!). Nie, to wcale nie było dla śmiechu. Jak śpiewał Kaczmarski:

Judasza spłosz –
A on za grosz
Zmyśli, czego nie widział wprost:
Czego się nie da zniszczyć – z tego trzeba szydzić.

Gotowałem się z wściekłości i w związku z powagą sytuacji podpisałem gorzką ironię nazwiskiem – jak przystało XX-wiecznemu inteligentowi. Skończyło się policyjnymi korowodami i poważnym podejrzeniem o sianie terroryzmu. Zupełnie jak by ktoś albo nie rozumiał, albo celowo zignorował znaczenie dość prostego zabiegu stylistycznego. Nie, nie tępy automat. Człowiek. Człowiek władzy.

Taki jak radny Adam Kalita, który również wsłuchał się w – założeniu – ironiczny głos ludu, domagający się dekomunizacji ulicy Dworcowa (własc. Dworcowej). To nic, że cały „ruch dekomunizacji ul. Dworcowa” jest oczywistą kpiną z takich jak pan radny.

Czy jest tak, że władza otępia? Nie sądzę. Raczej władza atakuje to, co na tyle niuansowe, że może jej się wymknąć. Prosta recepta: potraktować serio i w zależności od rzekomo „wyrażonego wprost”  zdania – przyklasnąć lub poddać represji.

Drogie Sowizdrzały, uważajcie na siebie i na sprawy które wspieracie.

Demonstracja chłopów w Jarosławiu, sierpień 1937

Za dużo pan krzyczał na rynku

Dziś kolejna rocznica Wielkiego Strajku Chłopskiego 1937 roku. Miliony prostych ludzi wystąpiły w obronie demokracji. 44 z nich zginęło, policyjne represje dosięgły tysięcy, w tym moich bliskich. Teraz oczywiście to nie do pomyślenia, ale pewne zjawiska się powtarzają.

W czasie strajku policja szukała braci mojej babci – wówczas bodaj 14-letniej – słusznie podejrzewając, że w pikietach strajkowych blokują gościńce. Za harde odpowiadanie „władzy” babcia dostała batem. Jestem dumny z niej i wujków-dziadków, i cieszę się że odziedziczyłem gen, czy raczej mem (w sensie jednostki ewolucji kulturowej) buntu.

Z drugiej strony, przypomina mi się scena rok wcześniejsza, z lata 1936 roku, ze wspomnień bocheńskiego ludowca Władysława Ryncarza. Właśnie zatrzymany przez granatowych, pytał, pod jakim zarzutem. „Za dużo pan krzyczał na rynku” – padła odpowiedź funkcjonariusza. Ano, po 80 latach mnie się też zdarzyło „za dużo krzyczeć”, z tym, że na internetowej agorze. „Niepotrzebnie umieścił pan ten wpis” – dokładnie to usłyszałem od policjantów.

I przykre, że po 80 latach policja wciąż służy cenzurze. I wciąż dzieciaki dostają od policji za pyskowanie. Oczywiście, jest znaczący postęp: Ryncarz po pierwszym aresztowaniu spędził bez wyroku rok w Berezie – ja miałem tylko drobne nieprzyjemności i to przyodziane w płaszczyk praworządności. Teraz Berezy nie ma… chociaż czołowi politycy mówią o swoich piłsudczykowskich inspiracjach. 😉

Cytat ze wspomnień W. Ryncarza za: „Strajk chłopski w Małopolsce w sierpniu 1937 roku: w pięćdziesiątą rocznicę wielkiego strajku chłopskiego”, Kazimierz Przyboś, Józef Hampel, Bolesław Dereń et al., Warszawa, 1988.

Arbeit macht frei

Praca czyni wolnym?

Pewnie wiesz, że hasło „Praca czyni wolnym” umieszczano na bramach niemieckich obozów koncentracyjnych. Ponury żart faszystów niektórzy więźniowie brali serio. Ale naprawdę smutne jest to, że większość z nas teraz wciąż weń wierzy.

Arbeit macht frei

Arbeit macht frei, brama obozu Sachsenhausen, fot. Adriano Amalfi, lic. CC BY 2.0.

Oczywiście mówię tu o pracy zarobkowej. Dzień w dzień wstajesz rano by spędzić 8 lub więcej godzin przy maszynie, biurku, w biegu. Marzysz o chwili, w której nie będziesz musieć. Myślisz sobie może, że kiedyś do tego dojdziesz. Nie. W każdym razie nie wciąż pracując.

Dlaczego? To proste. W systemie kapitalistycznym albo pracujesz na kogoś, albo ktoś pracuje na ciebie. A więc żeby kiedyś nie musieć pracować, teraz musiał(a)byś ze swoich zarobków odłożyć na inwestycję, pozwalającą zatrudnić tyle osób, by nadwyżka przez nie wypracowana dała Ci utrzymanie. Jak może pamiętasz z poprzedniego wpisu, musiałoby to być 5–6 osób.

Wymagałoby to więc od Ciebie wieloletniej pracy po kilkanaście godzin dziennie. Biologia mówi, że się nie da. Ponoć bogaci mają sposoby na podniesienie wydolności organizmu i wydłużenie życia, ale rozmawiamy cały czas o tym, że nie jesteś bogaty/bogata.

Inna metoda – mieć nieruchomość. Czynsz za mieszkanie równa się mniej więcej zarobkom jednej osoby pracującej w pełnym wymiarze godzin. W praktyce zakup mieszkania jest równie kosztowny co zorganizowanie kilku miejsc pracy. Tyle, że mniejsze ryzyko. I możesz dostać kredyt. Zakładając nawet, że kredyt dostaniesz, okaże się że jego spłata będzie mniej więcej równa zyskom z wynajmu. A więc jako „landlord” będziesz gnębić biedaków, sam(a) pozostając równie biedna/biedny.

Ale jak to, przecież niektórym się udaje! Właśnie, tych „niektórych” jest kilka procent z tych co próbowali. 1 rok na rynku przetrzymuje 15–20% nowo założonych przedsiębiorstw. Długo i szczęśliwie działa znacznie mniej. A o przejściach ludzi, którzy próbowali tanio kupić kredyt, żeby drogo wynajmować mieszkania, już chyba każdy słyszał. Na spekulacji dobrze wychodzą wcale nie spekulanci tylko banki i państwa.

A więc wolnym w kapitalizmie czyni cholerny fuks albo bycie bogatym z domu. Wolność i praca owszem, mogą iść w parze. I tak kiedyś będzie. Jednak pracowanie ciężej, żeby dać jeszcze więcej szefowi nie jest drogą do tego celu. 😉

Tekst ukazał się w 3 numerze A-Taku, wśród wielu bardzo wartościowych materiałów innych autorów.

Na kogo pracujesz?

Na kogo pracujesz?

Masz etat, śmieciówkę, czy samozatrudnienie? Piszę ten krótki tekst właśnie dla Ciebie. Żeby Cię wkurzyć. Już w XIX w. pisano, że dzięki maszynom możemy pracować 3–4 godziny dziennie. Dziś tym bardziej to prawda.

Jerzy Duda-Gracz, "Fucha"

Jerzy Duda-Gracz, „Fucha”, reprodukcja ze strony Nowohuckiego Centrum Kultury

Główny Urząd Statystyczny przedstawia co pół roku „Wyniki finansowe podmiotów gospodarczych”. Weźmy jeden z ostatnich, za pierwsze półrocze 2015 r., ołówek i kalkulator. Według oficjalnych wyników wykazywanych przez firmy, koszty pracy, wraz ze składkami na ZUS, to 12,38% obrotów przedsiębiorstw. Jednocześnie rentowność, czyli to co zostaje w kasie naszych pryncypałów to 6,42%. Oznacza to, że cała załoga dostaje brutto dwa razy tyle, co jeden człowiek (albo fundusz inwestycyjny, czy bank), który jest posiadaczem przedsiębiorstwa. Oczywiście oficjalnie. Pracowałem w wielu miejscach i nie dziwi mnie nie tylko, że szefowie prócz zysków kapitałowych wypłacają sobie normalne (wysokie) wynagrodzenie, ale też „wynajmują” firmie własne nieruchomości, a nawet wliczają w koszta firmy służbę domową.

Ale to nie jedyny kapitalista, który korzysta z owoców Twojej pracy. Prócz niego są to banki i instytucje finansowe (1,35%), oraz – co oczywiste – inni kapitaliści sprzedający firmie w której pracujesz towary i usługi, bez których Wasza praca nie byłaby możliwa, a także ich bankierzy (łącznie kolejne 5,72%). Jeśli kupowane przez firmę towary i usługi są wysoko przetworzone, należałoby doliczyć jeszcze ze 2–3%. W sumie, ludzie których jedyną zasługą jest to, że posiadają dużo więcej od innych, zgarniają więcej, niż wszyscy pracownicy łącznie (min. 13,49% obrotu przedsiębiorstw wobec 12,38%). Oznacza to, że połowa naszej pracy służy wyłącznie temu, by działał system wyzysku a nasi szefowie byli jeszcze bogatsi.

Czy tylko połowa? Skądże. 5,7% obrotu firm pochłaniają podatki i opłaty – czyli pół godziny z ośmiogodzinnego dnia pracy poświęcasz państwu. Co więcej, Twoja płaca też jest oczywiście opodatkowana – to kolejna godzinka. O ZUS-ie nie piszę, bo w jego ramach kupujesz (przepłacając rzecz jasna haniebnie) ubezpieczenie zdrowotne i emerytalno-rentowe.

Potworne. Wychodzisz z domu na 10 godzin. 4 oddajesz szefom swoim, cudzym i bankierom, 1,5 – państwu. A teraz pomyśl, na co zwykle brakuje Ci czasu. Co można by zrobić z dodatkowymi 5 godzinami? Z energią, której nie oddasz byle komu za bezcen? Przeczytać zaległą książkę? Spotkać się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi? Zrobić coś pożytecznego dla innych? Wziąć dziecko na wycieczkę? Uprawiać sztukę? Ogród? Seks?

Żyć. Zamiast tego codziennie pół dnia jesteś martwy.

% obrotu przedsiębiorstw

kto korzysta

renta kapitalisty

6,42%

kapitaliści

płace brutto i ZUS

12,39%

pracownicy, państwo

podatki i opłaty ogółem

5,70%

państwo

koszty finansowe

1,35%

kapitaliści

materiały, maszyny, wartości intelektualne, w tym:

marże dostawców

4,76%

kapitaliści

płace brutto i zusy kolegów z firm partnerskich

9,19%

pracownicy, państwo

podatki i opłaty ogółem

4,22%

państwo

koszty finansowe

1,00%

kapitaliści

materiały, maszyny, wartości intelektualne, amortyzacja

54,97%

Podział obrotów przedsiębiorstw. Opracowanie własne na podstawie „Wyników finansowych podmiotów gospodarczych I–VI 2015”, GUS, 5.10.2015 r.

Tekst został opublikowany w 2 numerze A-Taku, zapraszam do lektury całości.

Nie jesteś lepszy od prostytutki

Do ciebie mówię, twórczy pracowniku najemny, robotniku umysłowy. Pora sobie uświadomić, że praca kreatywna i praca seksualna to w gruncie rzeczy moralnie co najmniej to samo. Różnica tylko w komforcie, przy czym o ten sami dbamy, wytwarzając intelektualne anestetyki.

salò-o-le-120-giornate

Elsa De Giorgi jako Signiora Maggi, kurtyzana-opowiadaczka z „Salo czyli 120 dni Sodomy” P. P. Passoliniego.

Sprzedawanie miłości

Wyraz bliskości i przywiązania. Przejaw wolności w sferze, do której walec społeczeństwa ma ograniczony dostęp. Uwolnienie, dotknięcie absolutu, lub po prostu bezinteresowna zabawa. Taki jest seks nie sprzedawany. Taka jest twórczość nie sprzedawana.

Upust frustrowanym potrzebom. Wentyl bezpieczeństwa społeczeństwa pełnego ograniczeń. Wyraz patriarchalnej władzy i jej wzmocnienie. Akceptacja tego, co musi być. Obowiązek. Przymus ekonomiczny. Taka jest prostytucja. Taka jest najemna praca umysłowa.

Trzeba mieć warunki

Zastanówmy się skąd się bierze twórczość i seks. Jedno i drugie wymaga, by pociągał nas „obiekt” działania. Potrzebna jest też ochota i przynajmniej względna swoboda. Bez tej swobody w obrębie samego działania nie można mówić o tworzeniu.  Pod tym względem praca odtwórcza czy obsługowa wymaga mniej – ponieważ nie musisz czerpać ze swojej osobowości, wystarcza ci zewnętrzna motywacja. W seksie podobnie, działasz całą swoją osobą – nie tylko ciałem. Inaczej będzie to seks zły, nieprzyjemny dla ciebie i partnera.

Dlatego zarówno pracownik seksualny jak i pracownik twórczy muszą mieć ochotę. Ochota z czasem gaśnie. O ile wiem, większość pracowników seksualnych po jakimś czasie nie marzy już o niczym innym jak tylko o zmianie pracy. Pracownicy twórczy mają swoje sposoby na pobudzanie ochoty i redukcję obrzydzenia. W końcu zazwyczaj na tym właśnie, z tym że w odniesieniu do osób trzecich, polega ich praca. Typowe redukcje dysonansu poznawczego to kiedyś sam zostanę burdelmamą lub robię coś fajniejszego niż większość ludzi, ewentualnie jestem fajniejszy niż większość ludzi.

***

I jeszcze jedno podobieństwo. Prostytucja istnieje dlatego, że istnieją mechanizmy ucisku patriarchalnego, władzy i panowania. Jest ich przejawem. Nie byłoby jej gdyby nie one. Jednocześnie jest – w pewnej formie – także ich emblematem i przyczynia się do ich reprodukowania. Czy to trophy wives, czy dziewczyny z „klubu dżentelmena”, ich rolą jest demonstrować wyższość swoich aktualnych „posiadaczy”.

Nie inaczej jest w przypadku zawodów „twórczych”. Niektóre istnieją głównie po to, by zaspokajać próżność panów, inne – głównie po to, by umacniać panowanie. Reklamy, biurowce, systemy IT – są jednocześnie emblematami jak i narzędziami władzy, panowania i patriarchatu.

Oto są zasady, według których będziecie teraz żyli. Punktualnie o 6. rano stawiacie się w Sali Orgii, gdzie nasi narratorzy zabawią nas historiami na zadane tematy. Nasi przyjaciele mają prawo przerwać im w każdej chwili. Celem tych powieści jest wzbudzenie pożądania.

„Salo czyli 120 dni Sodomy”

Różnica jest w rozłożeniu akcentów: o ile „wartość dodana” prostytucji to przede wszystkim prywatna przyjemność pana, a po drugie wzmocnienie panowania, o tyle twórcza praca najemna – odwrotnie. Kto zatem ma większy powód do wstydu?