direct_action_gets_the_goods_by_poasterchild-d6h2exo

Akcja bezpośrednia – polecam z doświadczenia

No i straciłem dziewictwo – z teoretyka stałem się praktykiem czynu związkowego. I bardzo polecam. A było to tak.

direct_action_gets_the_goods_by_poasterchild-d6h2exoPewien pracownik pewnej agencji reklamowej odchodząc z firmy nie dostał tego, co mu się należało na podstawie ustnej klauzuli do umowy (umowa była kombinowana – trochę o pracę, trochę o dzieło, trochę na gębę). Wobec tego że był członkiem krakowskiej Komisji Środowiskowej Inicjatywy Pracowniczej, zwrócił się do niej o pomoc. Niedługo potem 10-osobowa grupa związkowców zawitała w biurze firmy i zażądała wypłaty należności. Przy okazji pozostali pracownicy firmy zostali poinformowani o przyczynie i celach akcji.

Szefowie próbowali nas wyprosić, ale oczywiście bez skutku. Na uwagę o legalności naszego działania stwierdzili tylko, że to komunizm. 🙂 Żądanie przedstawiliśmy na papierze, sygnalizując jednocześnie inne znane nam patologie występujące w tej firmie. Koniec, cała akcja trwała kilka minut.

Nie minął tydzień od tej niespodziewanej wizyty, kiedy nasz związkowiec odzyskał należności.

Akcja bezpośrednia działa. Przyzwyczaili nas do tego budowlańcy czy kierowcy autobusów, ale można było mieć wątpliwości, czy w środowisku, gdzie co drugi wyrobnik to „menadżer” będzie efektywna. Jak widać jest, niezależnie od branży. Dlatego już nie z cudzych, ale z własnych doświadczeń, zachęcam i namawiam:

ZUS, sąd pracy, PIP-a – to może się przydać, ale jest to bufor służący do tego, by zniechęcić „roszczeniowego” pracownika. Kumple i znajomi, a nawet nieznajomi koledzy ze związku – to jest realna siła, która szybko załatwia temat i przy okazji daje fantastyczny zastrzyk energii psychicznej, co ma niebagatelne znaczenie w sytuacji źle traktowanego pracownika.

A tu krótkie wideo hiszpańskiego CNT, pokazuje, co i jak działa:

A skoro już namawiam, to jeszcze kilka porad:

  • W grupie przeprowadzającej akcję nie powinni znajdować się pracownicy zakładu, ze względu na spodziewane konsekwencje. Dlatego też jest to idealne działanie dla komisji środowiskowych. Warto też zapraszać na akcje kolegów z innych branż. Choćby ze względu na różnorodny wygląd, który też będzie robił wrażenie na przeciwniku.
  • Nie dajcie się wyprosić, ani zbić z tropu. Wizyta związkowa w zakładzie jest legalna. Warto przygotować sobie tezy do wygłoszenia prezesom, a ostateczności, przeczytać je z pisma.
  • Nie przedłużajcie wizyty. Musi być szybko i dynamicznie, tak, żeby zostawić drugą stronę z gębami rozdziawionymi ze zdziwienia.
  • Zadbajcie o nagłośnienie sprawy. Ta konkretna sprawa nie zostałaby tak szybko załatwiona gdyby nie rysy na wizerunku firmy – wpis na blogu Komisji, czy posty w różnych miejscach Facebooka. Zaproście media. Weźcie lustrzankę (poważniej wygląda) i róbcie zdjęcia.
  • Należy przygotować materiały: ulotkę dla pracowników, pismo do kierownictwa. W piśmie wyraźnie zaznaczyć, że brak poprawy „pracodawcy” będzie skutkował eskalacją konfliktu.
  • Musicie być gotowi na ww. eskalację.

Ta ostatnia rada może być trudna, ale logika konfliktu ją wymusza. Ostatecznie, jeśli „pracodawca” nie ugnie się pod pierwszym „uderzeniem”, a my nie będziemy mieli woli dalszych działań, cała impreza okaże się bez sensu. Równie dobrze poszkodowany pracownik sam mógłby grzecznie prosić. Formy eskalacji można przyjąć różne, legalne też 😉 – wszystko zależy od tego, co jesteśmy w stanie zrobić dobrze (czyli skutecznie) i szybko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *