Brzydkie wyrazy

Facebookmail

Miało być o jednym, na „k”, ale tych brzydkich wyrazów jest znacznie więcej. Język jest kształtowany przez elity (czy dlatego coraz bardziej prostacki?) i wyraża to, co należy. Obawiam się, że jest jednym z najpoważniejszych czynników petryfikujących szeroko rozumiany „system”.

„A” jak „anarchia”, „anarchizm”, „anarchistyczny”

images„Chyba nie chcemy tu anarchii?” – pyta retorycznie Skipper w „Pingwinach z Madagaskaru”. „Pingwinów” nie można lekceważyć – precyzyjnie i mocno amplifikują kody popkultury, także dzięki doskonałym polskim dialogom (tu cytuję z pracy Tomasza Robaczewskiego). Oglądanie tego serialu potrafi zastąpić żmudne badania semiologiczne. Jeśli więc Skipper coś mówi, mówi to za całą formację społeczno-intelektualną, i mówi to do niezwykle szerokiej publiczności.

Za Skipperem powtarza np. pewien radny, realizujący pewien projekt wraz z anarchistami: „Na plakacie nie może być 'Federacja Anarchistyczna’ bo ludziom kojarzy się z chaosem, i wywrotowo, i że to niedobrzy ludzie są”. Oczywiście można odparować, że niedobrzy ludzie to zasiadają w instytucjach przedstawicielskich, i tak to się kojarzy ludziom: z chaosem, złodziejstwem itd. Ale przynajmniej uzus językowy jest po stronie radnego.

„K” jak „klasa”, zwł. w związku „walka klas”

Brzydki wyraz, w dodatku oldschoolowy, trochę w stylu „Polska Ludowa”, „pierwszy sekretarz” lub „klawo”. Po prostu, takich rzeczy się nie mówi. Trend jest wyraźny: hasło „klasa społeczna” w Google Trends jest od roku 2009 coraz mniej popularne. Co ciekawe, trendu tego nie znajdziemy w skali międzynarodowej. Zainteresowanie anglojęzycznym tematem „social class” powoli, ale wyraźnie rośnie.

Względne ilości wyszukań hasła w czasie wg Google Trends

 

Względne ilości wyszukań hasła w czasie wg Google Trends

 Względne ilości wyszukań hasła w czasie wg Google Trends

„Walka klas”, czy choćby „konflikt klasowy” mają oczywiście jeszcze niższe statystyki. Albo boimy się o nich mówić, bo być może to jakieś złe zaklęcie, albo wolimy utrzymywać, że konflikt klasowy nie istnieje, może wstydząc się swoich klas. Kto się nie wstydzi? Np. Warren Buffet: „Tak, walka klas istnieje, ale to moja klasa, klasa bogatych, tę wojnę prowadzi i wygrywamy” (?There?s class warfare, all right, but it?s my class, the rich class, that?s making war, and we?re winning.?, cyt. za NYT). Szkoda że w Polsce kapitaliści są tak pruderyjni.

„P” jak „pauperyzacja”

Na „P” mogłyby być „PKB”. Ale jest „pauperyzacja”. Słupki rosną, Polska to statystyczna zielona wyspa (jak za Gierka statystyczna królowa ziemniaka). Inteligent pracujący wśród podobnych sobie nie usłyszy, że ludziom żyje się gorzej. Jemu samemu nie jest tak źle, choć siła nabywcza jego wypłaty również (slowly but surely) maleje.

Ludzie, którzy nigdy nie słyszeli brzydkiego słowa „pauperyzacja” (bo inteligenci tworzący media im o nim nie napomknęli) znają to zjawisko i chętnie Wam o nim opowiedzą. Wystarczy wyjść z getta względnego dobrobytu (bo nie ma w Polsce czegoś takiego jak getta biedy) i porozmawiać z ludźmi na ulicy, w sklepie itd.

„W” jak „wyzysk”

Wszyscy ciężko pracujemy i zaciskamy pasa. Nie ma wyzysku, tylko solidarna ciężka praca, żeby każdy miał kiedyś lepiej. Kto używa słowa „wyzysk”, podnosi bezzasadne roszczenia malkontentów, uważających, że im się coś należy za darmo. Wszyscy? Każdy? Kiedyś?

Są ludzie, którzy ciężko pracują. Magazynierki w chłodniach w hipermarkecie. Świeżo dyplomowani reklamiarze, ślęczący po nocach nad projektami, których nikt nie doceni. Mikroprzedsiębiorcy, którzy albo wypruwają sobie żyły od nadmiaru zleceń realizowanych po kosztach, albo nie mogą spać po nocach z ich niedoboru. Kto ma pracę, pracuje średnio 50 godzin w tygodniu. Są i ludzie, ale chyba przede wszystkim instytucje („struktury grzechu”), którzy na nich żerują. Są tacy, którzy tylko doglądają kapitału (przedsiębiorstw, mieszkań, podatków), wprawianego w ruch wysiłkiem nas – pracujących.

Z solidarnością nie ma to nic wspólnego. Zaklęci w „kryzys” nie domagamy się podwyżek, ani nawet waloryzacji płac w geście solidarności z pracodawcami, podczas gdy sprzedaż luksusowych aut rośnie.

Brzydkich wyrazów jest na pewno znacznie więcej, na ok. 0,5 miliona polskich słów. Znacie więcej? To wymieńcie.

Facebookmail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.