Archiwa kategorii: Człowiek w gospodarce

Burłacy na Wołdze Ilii Repina

Starość instant

Zbliżam się do czterdziestki. Wzrok nie ten, umysł już nie najbystrzejszy, męczę się szybko. Gdy wracam z pracy, chcę poświęcić czas najbliższym, albo jakimś sensownym zajęciom. Ale nie mam siły. Oddałem je ?pracodawcy? (ach, cóż nam daje ten ?dawca??).

Patrzę na innych, takich jak ja i starszych. Przygarbieni, roztyli, o twarzach bez wyrazu. Stracili zdrowie, energię i radość. Zostawili je w pracy. Gdzie trzeba przez minimum 8 godzin dziennie robić to samo ? żadne ciało i żaden mózg tego nie wytrzymają. Nie taka jest nasza natura. Przez 8 godzin wyglądać na co najmniej zadowolonego. Najlepiej tryskać entuzjazmem i kreatywnością. Tego nie wytrzyma żadna dusza.

Patrzę też na dużo młodszych, zaczynających ?kariery?. Ze mną pracuje sporo dwudziestokilkulatków ? telefoniczna obsługa klienta. ?Dzień dobry ? dziękuję za kontakt ? dzwonię w sprawie? ? i tak w kółko. W pogodny dzień kiedy powinni robić to co naprawdę umieją. Wieczorami (pracują na zmiany), kiedy powinni bawić się lub kochać. Jest wśród nich artysta rysownik, gitarzysta, fotomodelka, bibliofil. Zawiesili swoje pasje na kołku, zamiast tego sprzedają usługi finansowe. Bo muszą.

Zaprawdę, nawet kiepskie rysunki, słabe riffy, takie sobie zdjęcia byłyby bardziej pożyteczne niż to co teraz robią. Jaką wartość społeczną ma ich ?produkt?? Przelewanie z pustego w próżne, na czym bogaci się właściciel firmy. Nie ma z tego chleba, dróg, mostów, idei. Nawet jeśli nie byłyby to ?usługi finansowe?, ale właśnie jakaś pożyteczna działalność ? wciąż 5 z 8 godzin trawiliby tylko na kapitalistów i chroniące ich państwo.

Jedyny produkt tego wysiadywania to niechybne skarlenie tych pięknych ? wciąż jeszcze ? ludzi.

Tekst ukazał się w 4 numerze A-Taku.

Bronisław Linke, Kanapka z człowiekiem

Kapitalizm zabija. Ciebie też może

Ponieważ nie miałem czasu w normalnych godzinach, zamiast zmienić opony w spółdzielni Gromada, pojechałem do całodobowego zakładu prywatnego. Skończyło się na drobnej przykrości, ale mogło znacznie gorzej.

W warsztacie kolejka, pracuje dwóch chłopaków. Wyraźnie zmęczeni. Jeden wręcz słania się na nogach, zatrzymuje się, zapomina co właśnie chciał zrobić.

? Przepraszam pana, pracuję czternastą godzinę. Głowa już nie działa.
? Rozumiem, znam to.

14 godzin. Ciężkiej fizycznej pracy w hałasie, brudzie, w zimnie jak w psiarni. Drugi trochę żwawszy. Pomaga mu doświadczenie, jedzie na autopilocie. To też znam.

Płacę, odjeżdżam. Na światłach dogania mnie inne auto: ? Kołpak pan zgubił.

Kołpak połamany, trudno. Dobrze, że nie koło.

Dobrze, że nie koło.

Kapitalizm zabija. Nie tylko pracowników, ale i konsumentów. I nie ma znaczenia, czy chłopak sam się zgłosił po te 14 godzin zamiast 8 czy 10. Bo 20-latkowie w sobotni wieczór z własnej woli robią inne rzeczy niż wymienianie opon w cudzych samochodach. I nie mówcie, że skoro nie czuł się na siłach to mógł odmówić. Bo wiecie doskonale, że nie mógł. I nie mówcie, że feler to osobista odpowiedzialność pracownika. To nie on zorganizował sobie pracę.

A kiedy będziecie sarkać na stary plakat z koktajlem Mołotowa, w którym mieszanka wybuchowa składa się z niskich płac i wysokich czynszów, pomyślcie o wszystkich wybuchach, pożarach, kraksach spowodowanych stosunkami kapitalistycznymi.

molotow

Arbeit macht frei

Praca czyni wolnym?

Pewnie wiesz, że hasło ?Praca czyni wolnym? umieszczano na bramach niemieckich obozów koncentracyjnych. Ponury żart faszystów niektórzy więźniowie brali serio. Ale naprawdę smutne jest to, że większość z nas teraz wciąż weń wierzy.

Arbeit macht frei

Arbeit macht frei, brama obozu Sachsenhausen, fot. Adriano Amalfi, lic. CC BY 2.0.

Oczywiście mówię tu o pracy zarobkowej. Dzień w dzień wstajesz rano by spędzić 8 lub więcej godzin przy maszynie, biurku, w biegu. Marzysz o chwili, w której nie będziesz musieć. Myślisz sobie może, że kiedyś do tego dojdziesz. Nie. W każdym razie nie wciąż pracując.

Dlaczego? To proste. W systemie kapitalistycznym albo pracujesz na kogoś, albo ktoś pracuje na ciebie. A więc żeby kiedyś nie musieć pracować, teraz musiał(a)byś ze swoich zarobków odłożyć na inwestycję, pozwalającą zatrudnić tyle osób, by nadwyżka przez nie wypracowana dała Ci utrzymanie. Jak może pamiętasz z poprzedniego wpisu, musiałoby to być 5?6 osób.

Wymagałoby to więc od Ciebie wieloletniej pracy po kilkanaście godzin dziennie. Biologia mówi, że się nie da. Ponoć bogaci mają sposoby na podniesienie wydolności organizmu i wydłużenie życia, ale rozmawiamy cały czas o tym, że nie jesteś bogaty/bogata.

Inna metoda ? mieć nieruchomość. Czynsz za mieszkanie równa się mniej więcej zarobkom jednej osoby pracującej w pełnym wymiarze godzin. W praktyce zakup mieszkania jest równie kosztowny co zorganizowanie kilku miejsc pracy. Tyle, że mniejsze ryzyko. I możesz dostać kredyt. Zakładając nawet, że kredyt dostaniesz, okaże się że jego spłata będzie mniej więcej równa zyskom z wynajmu. A więc jako ?landlord? będziesz gnębić biedaków, sam(a) pozostając równie biedna/biedny.

Ale jak to, przecież niektórym się udaje! Właśnie, tych ?niektórych? jest kilka procent z tych co próbowali. 1 rok na rynku przetrzymuje 15?20% nowo założonych przedsiębiorstw. Długo i szczęśliwie działa znacznie mniej. A o przejściach ludzi, którzy próbowali tanio kupić kredyt, żeby drogo wynajmować mieszkania, już chyba każdy słyszał. Na spekulacji dobrze wychodzą wcale nie spekulanci tylko banki i państwa.

A więc wolnym w kapitalizmie czyni cholerny fuks albo bycie bogatym z domu. Wolność i praca owszem, mogą iść w parze. I tak kiedyś będzie. Jednak pracowanie ciężej, żeby dać jeszcze więcej szefowi nie jest drogą do tego celu. 😉

Tekst ukazał się w 3 numerze A-Taku, wśród wielu bardzo wartościowych materiałów innych autorów.

Na kogo pracujesz?

Na kogo pracujesz?

Masz etat, śmieciówkę, czy samozatrudnienie? Piszę ten krótki tekst właśnie dla Ciebie. Żeby Cię wkurzyć. Już w XIX w. pisano, że dzięki maszynom możemy pracować 3?4 godziny dziennie. Dziś tym bardziej to prawda.

Jerzy Duda-Gracz, "Fucha"

Jerzy Duda-Gracz, „Fucha”, reprodukcja ze strony Nowohuckiego Centrum Kultury

Główny Urząd Statystyczny przedstawia co pół roku ?Wyniki finansowe podmiotów gospodarczych?. Weźmy jeden z ostatnich, za pierwsze półrocze 2015 r., ołówek i kalkulator. Według oficjalnych wyników wykazywanych przez firmy, koszty pracy, wraz ze składkami na ZUS, to 12,38% obrotów przedsiębiorstw. Jednocześnie rentowność, czyli to co zostaje w kasie naszych pryncypałów to 6,42%. Oznacza to, że cała załoga dostaje brutto dwa razy tyle, co jeden człowiek (albo fundusz inwestycyjny, czy bank), który jest posiadaczem przedsiębiorstwa. Oczywiście oficjalnie. Pracowałem w wielu miejscach i nie dziwi mnie nie tylko, że szefowie prócz zysków kapitałowych wypłacają sobie normalne (wysokie) wynagrodzenie, ale też ?wynajmują? firmie własne nieruchomości, a nawet wliczają w koszta firmy służbę domową.

Ale to nie jedyny kapitalista, który korzysta z owoców Twojej pracy. Prócz niego są to banki i instytucje finansowe (1,35%), oraz ? co oczywiste ? inni kapitaliści sprzedający firmie w której pracujesz towary i usługi, bez których Wasza praca nie byłaby możliwa, a także ich bankierzy (łącznie kolejne 5,72%). Jeśli kupowane przez firmę towary i usługi są wysoko przetworzone, należałoby doliczyć jeszcze ze 2?3%. W sumie, ludzie których jedyną zasługą jest to, że posiadają dużo więcej od innych, zgarniają więcej, niż wszyscy pracownicy łącznie (min. 13,49% obrotu przedsiębiorstw wobec 12,38%). Oznacza to, że połowa naszej pracy służy wyłącznie temu, by działał system wyzysku a nasi szefowie byli jeszcze bogatsi.

Czy tylko połowa? Skądże. 5,7% obrotu firm pochłaniają podatki i opłaty ? czyli pół godziny z ośmiogodzinnego dnia pracy poświęcasz państwu. Co więcej, Twoja płaca też jest oczywiście opodatkowana ? to kolejna godzinka. O ZUS-ie nie piszę, bo w jego ramach kupujesz (przepłacając rzecz jasna haniebnie) ubezpieczenie zdrowotne i emerytalno-rentowe.

Potworne. Wychodzisz z domu na 10 godzin. 4 oddajesz szefom swoim, cudzym i bankierom, 1,5 ? państwu. A teraz pomyśl, na co zwykle brakuje Ci czasu. Co można by zrobić z dodatkowymi 5 godzinami? Z energią, której nie oddasz byle komu za bezcen? Przeczytać zaległą książkę? Spotkać się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi? Zrobić coś pożytecznego dla innych? Wziąć dziecko na wycieczkę? Uprawiać sztukę? Ogród? Seks?

Żyć. Zamiast tego codziennie pół dnia jesteś martwy.

% obrotu przedsiębiorstw

kto korzysta

renta kapitalisty

6,42%

kapitaliści

płace brutto i ZUS

12,39%

pracownicy, państwo

podatki i opłaty ogółem

5,70%

państwo

koszty finansowe

1,35%

kapitaliści

materiały, maszyny, wartości intelektualne, w tym:

marże dostawców

4,76%

kapitaliści

płace brutto i zusy kolegów z firm partnerskich

9,19%

pracownicy, państwo

podatki i opłaty ogółem

4,22%

państwo

koszty finansowe

1,00%

kapitaliści

materiały, maszyny, wartości intelektualne, amortyzacja

54,97%

Podział obrotów przedsiębiorstw. Opracowanie własne na podstawie ?Wyników finansowych podmiotów gospodarczych I?VI 2015?, GUS, 5.10.2015 r.

Tekst został opublikowany w 2 numerze A-Taku, zapraszam do lektury całości.

direct_action_gets_the_goods_by_poasterchild-d6h2exo

Akcja bezpośrednia – polecam z doświadczenia

No i straciłem dziewictwo – z teoretyka stałem się praktykiem czynu związkowego. I bardzo polecam. A było to tak.

direct_action_gets_the_goods_by_poasterchild-d6h2exoPewien pracownik pewnej agencji reklamowej odchodząc z firmy nie dostał tego, co mu się należało na podstawie ustnej klauzuli do umowy (umowa była kombinowana – trochę o pracę, trochę o dzieło, trochę na gębę). Wobec tego że był członkiem krakowskiej Komisji Środowiskowej Inicjatywy Pracowniczej, zwrócił się do niej o pomoc. Niedługo potem 10-osobowa grupa związkowców zawitała w biurze firmy i zażądała wypłaty należności. Przy okazji pozostali pracownicy firmy zostali poinformowani o przyczynie i celach akcji.

Szefowie próbowali nas wyprosić, ale oczywiście bez skutku. Na uwagę o legalności naszego działania stwierdzili tylko, że to komunizm. 🙂 Żądanie przedstawiliśmy na papierze, sygnalizując jednocześnie inne znane nam patologie występujące w tej firmie. Koniec, cała akcja trwała kilka minut.

Nie minął tydzień od tej niespodziewanej wizyty, kiedy nasz związkowiec odzyskał należności.

Akcja bezpośrednia działa. Przyzwyczaili nas do tego budowlańcy czy kierowcy autobusów, ale można było mieć wątpliwości, czy w środowisku, gdzie co drugi wyrobnik to „menadżer” będzie efektywna. Jak widać jest, niezależnie od branży. Dlatego już nie z cudzych, ale z własnych doświadczeń, zachęcam i namawiam:

ZUS, sąd pracy, PIP-a – to może się przydać, ale jest to bufor służący do tego, by zniechęcić „roszczeniowego” pracownika. Kumple i znajomi, a nawet nieznajomi koledzy ze związku – to jest realna siła, która szybko załatwia temat i przy okazji daje fantastyczny zastrzyk energii psychicznej, co ma niebagatelne znaczenie w sytuacji źle traktowanego pracownika.

A tu krótkie wideo hiszpańskiego CNT, pokazuje, co i jak działa:

A skoro już namawiam, to jeszcze kilka porad:

  • W grupie przeprowadzającej akcję nie powinni znajdować się pracownicy zakładu, ze względu na spodziewane konsekwencje. Dlatego też jest to idealne działanie dla komisji środowiskowych. Warto też zapraszać na akcje kolegów z innych branż. Choćby ze względu na różnorodny wygląd, który też będzie robił wrażenie na przeciwniku.
  • Nie dajcie się wyprosić, ani zbić z tropu. Wizyta związkowa w zakładzie jest legalna. Warto przygotować sobie tezy do wygłoszenia prezesom, a ostateczności, przeczytać je z pisma.
  • Nie przedłużajcie wizyty. Musi być szybko i dynamicznie, tak, żeby zostawić drugą stronę z gębami rozdziawionymi ze zdziwienia.
  • Zadbajcie o nagłośnienie sprawy. Ta konkretna sprawa nie zostałaby tak szybko załatwiona gdyby nie rysy na wizerunku firmy – wpis na blogu Komisji, czy posty w różnych miejscach Facebooka. Zaproście media. Weźcie lustrzankę (poważniej wygląda) i róbcie zdjęcia.
  • Należy przygotować materiały: ulotkę dla pracowników, pismo do kierownictwa. W piśmie wyraźnie zaznaczyć, że brak poprawy „pracodawcy” będzie skutkował eskalacją konfliktu.
  • Musicie być gotowi na ww. eskalację.

Ta ostatnia rada może być trudna, ale logika konfliktu ją wymusza. Ostatecznie, jeśli „pracodawca” nie ugnie się pod pierwszym „uderzeniem”, a my nie będziemy mieli woli dalszych działań, cała impreza okaże się bez sensu. Równie dobrze poszkodowany pracownik sam mógłby grzecznie prosić. Formy eskalacji można przyjąć różne, legalne też 😉 – wszystko zależy od tego, co jesteśmy w stanie zrobić dobrze (czyli skutecznie) i szybko.

Fot. za Irish Anarchist Review, 4/2011

Nadzorować i głaskać

Pamiętacie, jak ponad dwa lata temu dwaj chłopcy z Lubonia wystąpili o pozwolenie na postawienie szałasu na nieużytku? Wiadomość o tym, entuzjastycznie przyjęta i podana przez media, pozostawiła mi zadrę. Ostatnio o tej zadrze przypomniała mi pewna firma, promująca się gadżetami kupionymi od dzieci. A dlaczego to nie jest fajne?

Fot. za Irish Anarchist Review, 4/2011

Fot. za Irish Anarchist Review, 4/2011

Nie policzę, ile szałasów i pułapek pobudowałem w dzieciństwie. Samodzielnie, czy w zespole, ale na pewno bez zgody Komitetu Miejskiego PZPR, czy Rady Narodowej. Ci dwaj biedacy ponoć wciąż nie mają swojego szałasu, pomimo zgody burmistrza, zainteresowania telewizji i gazet. A właściwie właśnie ze względu na nie. Mam nadzieję, że fakt ten da im do myślenia.

Przed świętami pewna firma, z której usług korzystam, podarowała mi filcową sówkę. Zabawka została uszyta przez ?unschoolerów?, czyli dzieci edukowane metodą ?nauczania prowadzonego przez ucznia?. Dzieci uszyły maskotki dla firmy, sprzedały je aby uzyskać pieniądze na budowę domku na drzewie. Akcja zyskała pewien rozgłos w wąskiej branży, sporo pozytywnych komentarzy: Uczą się dzieci inicjatywy, gospodarności itd.

Do jasnej cholery. Uczą się ekonomizacji życia. Uczą się przeliczania twórczości na pieniądze. Unschooling po byku. Pod pozorem operacjonalizacji planów uczą się rozmieniać na drobne. Uczą się też, że praca jest warta tyle, ile ktoś za nią zapłaci ? to już jest bardzo wyraźny trening ideologiczny. Rodzą się praktyczne pytania: Jakiż to ?budżet? jest potrzebny do domku na drzewie? Osobiście radziłbym zrobić to za zero złotych (jak kiedyś). Jako odpowiedzialny dorosły pomógłbym dzieciakom w pozyskaniu materiałów, zamiast namaścić ich na małych wyrobników. Jeśli więc budżet jest siłą rzeczy skromny, to również nader skromnie wynagrodzono dzieci za pracę szwaczy.

Do jasnej cholery. Dlaczego miałoby nas zachwycać słanie pism urzędowych zamiast budowania? Dlaczego kręci nas że ci dwaj chłopcy zamiast przejawiać inicjatywę i po prostu realizować swój twórczy potencjał, wchodzą w biurokratyczną grę prawa, własności, polityki (siłą rzeczy)? Co jest dobrego w przedwczesnym starzeniu? Cieszymy się widokiem starych malutkich zapominając, że lepiej samemu stawać się ?jako dziecię?. Czyli kwestionować, tworzyć i – jeśli to dla tworzenia nieodzowne – burzyć.

W ?Tropicielach? do drugiej klasy, nazywanych jednym z najlepszych podręczników w Europie, można przeczytać tekst o dzieciach, które postanawiają prace z warsztatów plastycznych sprzedać na kiermaszu, aby zyskać pieniądze na coś tam. Bohaterowie czytanki są pełni entuzjazmu, mówiąc o tym, jak wiele sprzedadzą i zarobią. Ani słowa o przyjemności z malowania, ani słowa o twórczej ambicji.

Sami staliśmy się funkcjonariuszami aparatury znanej z ?Nadzorować i karać?. I bardzo się cieszymy, kiedy kolejni przedstawiciele rodzaju ludzkiego przechodzą z zapomnianej przez nas i trochę groźnej strefy niedokontrolowania, swobody, nieświadomości konieczności, w strefę w której wszystko jest poukładane, a przedmiotem wolnego wyboru jest co najwyżej kolor pluszowej maskotki. Dopóki dziecko nie przejdzie tego progu, jest dla nas obce. Jak zwierzę domowe, które nadzorujemy i głaskamy, ale go nie rozumiemy. Jego twórczość traktujemy jako zabawne ekscesy (jak pies skaczący na 2 łapach albo kot walczący z ogórkiem – patrzcie, jakie słodziaki), którymi można podzielić się w towarzystwie, ale nie daj Boże potraktować jej serio.

g3077

Są wesołe konstytucje

W piątek wdałem się w internetową dyskusję ws. „marszu w obronie demokracji” z samym Jackiem Dehnelem (właściwie to go zaczepiłem, z czego wynikła krótka wymiana zdań – swoją drogą wyrazy uznania za poważne podejście do dyskutantów na fanpejdżu). Pisarz entuzjastycznie nawoływał do udziału w marszu w sprawach ustrojowych.

g3077Zwróciłem uwagę, że są być może ważniejsze sprawy ustrojowe niż to, która partia akurat instaluje swoich popleczników w Trybunale Konstytucyjnym i w jaki sposób, jak prawo do strajku, czy wolność zrzeszania się. Dziś łamie konstytucję chociażby Polski Bus, i niezliczone inne instytucje tego fantastycznego społeczeństwa. Odpowiedź literata była symptomatyczna: „Nie na poziomie konstytucyjnym. To spora różnica.”

Otóż właśnie. Chodziłem na demonstracje, zanim to było modne. I będę chodził, gdy znów modne być przestanie. Na demonstracjach, na które chodzę ja, ale nie p. Dehnel, zasłaniamy twarze przed fotografami. Do mediów wypowiadamy się pod fałszywymi nazwiskami (dedykuję wszystkim bohaterom, którzy z „marszu” wrzucili fotki na Insta i Fejsa). Dlaczego? Bo za udział w takiej demonstracji można wylecieć z roboty. Dokładnie jak w PRL. Gdy w zakładzie, w którym pracowałem powstał związek zawodowy, „prowodyrzy” zostali bez pracy, a rozmaitymi sposobami większość związkowców skłoniono do wystąpienia z organizacji. Co więcej, szef firmy na zebraniu z załogą, nie stroniąc od wulgaryzmów zwyzywał związkowców. Jak wiem od swojej matki, podobną przemowę miał jej szef, gdy w 1980 powstała „Solidarność”. Tak wyglądają wolności obywateli gwarantowane przez systemowe instytucje najnowocześniejszej liberalnej konstytucji w Europie. Jak pisał poeta, „wolność słowa i wyznania jest nasrana na papierze”. Czy rzeczywiście to wszystko dzieje się „nie na poziomie konstytucyjnym”?

Właśnie, na poziomie najbardziej konstytucyjnym z możliwych. Słyszałem dziś jeszcze jeden komentarz po „marszu w obronie demokracji”, w radiu Tok. Człowiek mówił, że ludzie wyszli bronić stabilności systemu. Całkowicie się zgadzam. Właśnie dlatego zabrakło tam tych wszystkich, których stabilność systemu dobija – pracujących od pierwszego do pierwszego, czy od fuchy do fuchy, czy wegetujących bez żadnych perspektyw.

Demokracja wg Mleczki

Stabilne instytucje tegoż systemu trzymają miliony ludzi w biedzie, a dziesiątki milionów – w absolutnej zależności od folwarcznych panów i ekonomów. I te dziesiątki milionów nie uronią łzy po Trybunale Konstytucyjnym, który od swego zarania „przyklepał” wszystkie antyspołeczne, antypracownicze zmiany w prawie – i to niezależnie od tego, która partia w danej chwili wprowadzała do niego „swoich” sędziów. Liberalna demokracja służy faktycznemu i trwałemu apartheidowi na światłych beneficjentów i „czerń”. Nie dziwcie się więc „czerni”.

Przypominam słowa jeszcze jednego poety:

Są wesołe konstytucje
Które mają jeden cel
Chcą oddalać rewolucje
Ale my to mamy gdzieś

Wierszyk

Od czasów liceum raczej rzadko sięgam do tej formy. Emocjonalnej i ekshibicjonistycznej. Ale co tam, czasem trzeba dać ujście emocjom. Co wy tam wiecie o konflikcie klasowym.

Dzieci

Czwórka dorodnych, szczęśliwych
Pracuję by nic im nie brakowało
I są zadbane, pewnie szczęśliwe
Chodzą z tatą na ryby
Nie muszą się martwić o przyszłość
swoich dzieci

Karmię je jak pelikan
Ciałem i krwią
Godziny wypadają
I siwieją

To nie są moje dzieci
To nie są moje dzieci

Moje dzieci widuję dwie godziny dziennie
Do czasu, kiedy wyemigrują
Karmić cudze dzieci

Co sędziowie mówią pracownikom

Dwa wyroki w sprawach sporów zbiorowych: w Aelii i Jastrzębskiej Spółce Węglowej, wskazują ? mam nadzieję ? ogólniejszy trend. Tępi, dyspozycyjni sędziowie mówią społeczeństwu: każdy protest może być nielegalny, a więc radykalizujcie się!

Pozwólcie, że przypomnę (szerzej pisze Inicjatywa Pracownicza): 22 października warszawski sąd na wniosek sieci sklepów Aelia, która nielegalnie zwolniła pracownicę, Anię Kucharzyk, za działalność związkową, oraz stosuje mniej lub bardziej rażące formy wyzysku a także utrudnia działalność związkową, zakazał Inicjatywie Pracowniczej m.in.:

  • publikowania w środkach masowego przekazu materiałów zawierających hasła dotyczące wyzysku oraz represjonowania za działalność związkową i zastraszania pracowników i pracownic Aelii za ich działalność związkową;
  • dystrybuowania 41 numeru biuletynu ?Inicjatywa Pracownicza? oraz ulotek ?Kupon etycznego konsumenta?;
  • organizowania pikiet związanych z wyzyskiwaniem oraz zastraszaniem i represjonowaniem pracowników i pracownic Aelii.

Jednym słowem, odmówiono praktykowania wolności słowa i rutynowych ? rzec można ? działań walki związkowej. Jak przystało na stary, PRL-owski styl sądownictwa na zamówienie, rozprawa odbyła się niejawnie, oczywiście bez udziału przedstawicieli związku.

12 lutego sąd uznał niezgodność z prawem strajku w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Zgodnie z literą prawa, strajk rzeczywiście nie był legalny: w momencie ogłoszenia nie było już przedmiotu oficjalnego sporu zbiorowego. Nowe postulaty zgłosili już po wszczęciu strajku. Czyli zrobili to na szybko, wiedząc, że nie mają czasu na formalną procedurę. Oczywiście, istniał przedmiot sporu, istniały rozbieżności których nie usunęły negocjacje z zarządem, istniała niemal jednomyślna wola załogi co do strajku ? czyli wszystkie czynniki legalizujące strajk. Ale nie przeprowadzono procedury rokowań, mediacji i strajku ostrzegawczego. Kto się trochę na tym zna, wie, że może to trwać długie tygodnie, jeśli nie miesiące. W praktyce wymóg zachowania procedury wiąże ręce organizacjom zakładowym.

Ale choć strajk był nielegalny, okazał się skuteczny. Przynajmniej w warstwie symbolicznej ? odwołano prezesa.

Co komunikują obydwa wyroki pracownikom?

Jeśli chcemy skutecznie walczyć z pracodawcą, potrzebne są nowe, wymyślne środki umykające prawu napisanemu z myślą o supremacji kapitału nad pracą. Jeśli związek zawodowy nie może krytykować Aelii, to może stowarzyszenie, albo 15 stowarzyszeń będzie czekało po kolei na 15 wyroków, rotacyjnie prowadząc kampanię w obronie pracowników?

Niezależnie od tego, czy się staramy utrzymać legalne formy walki, czy nie, zawsze znajdzie się usłużny funkcjonariusz, który autorytetem państwa zabroni nam działać. Co ważne ? otworzy ?pracodawcy? drogę do roszczeń cywilnoprawnych. A wielu z nas wolałoby dostać wyrok karny niż spłacać realne lub urojone straty wyzyskiwaczy ? choćby dlatego, że nas nie stać.

Prawo jest zredagowane tak, by móc w każdej chwili ?przywołać do porządku? ludzi pracy. W jego obrębie nie są możliwe nie tylko zmiany społeczne, ale nawet rozwiązanie problemu w konkretnym zakładzie. Związek zawodowy chcący działać w obrębie obecnego prawa związkowego jest jedynie ?partią umiarkowanego postępu w granicach prawa?, wentylem bezpieczeństwa zakładu i systemu, niczym więcej.

A skoro ? jak mówią sądy ? niezależnie od naszych starań możemy dostać po głowach, to może nie warto się starać o legalność? Skoro nielegalny strajk okazuje się skuteczny? Skoro akcja bezpośrednia robotników doprowadza do zrealizowania zaległych wypłat? Okazuje się mniej ryzykowna, bo zwycięskich budowlańców nie ścigają prawnicy.

Broniewski w hipermarkecie

Chyba już w każdym hipermarkecie są kasy samoobsługowe. To znaczy takie, w których klient pracuje za kasjera. Część kasjerów można więc było ?zredukować? ? bycie „zredukowanym” wcale nie jest przyjemne, podobnie jak użeranie się z maszyną kasową. Jednak jedna z sieci postanowiła ? z pełnym kpiny humorem ? nazwać samoobsługową kasę ?Miła?. ?Ulica Miła wcale nie jest Miła/ Ulicą Miłą nie chodź, moja miła? ? za każdym razem gdy jestem w ?hiperze?, słyszę te wersy Broniewskiego.

Wiele troski zobaczysz, miła, przechodząc miastem,
ale najwięcej na ulicy Miłej pod numerem trzynastym.

Kasy "Miłe", fot. materiały prasowe Auchan

Kasy „Miłe”, fot. materiały prasowe Auchan

Bo kasa ?Miła? też wcale nie jest miła. Nie chodzi bynajmniej o to, że się zacina. Chodzi o to że ludzie potracili posady: Każda taka kasa to 2?3 ?zredukowane? stanowiska (zależnie od godzin otwarcia sklepu i z uwzględnieniem pracowników, którzy jednak muszą tych kas doglądać). Z tej przyczyny możemy sobie podstawić zamiast pięter spod numeru trzynastego ? numerki kas i otrzymamy współczesną wersję poniższej wyliczanki. Tak uprzytomnimy sobie co znaczy ? tak, wciąż! ? bezrobocie:

W suterenie pogrzeb.
Niedobrze.
Na parterze
płacze wdowa po fryzjerze.
Na pierwszym piętrze – plajta, komornik. A na drugiem
Służąca otruła się ługiem.
Na trzecim piętrze rewizja – mundurowi, tajniacy.
Na czwartym czytają „Kurier Warszawski” ? „poszukiwanie pracy”.
Na poddaszu dziewczyna dziecko dwudniowe zabiła.
Miła ulica.
Ulica Miła.

Poza tym sam fakt, że sieć handlowa nie płaci za tę pracę, nie oznacza, że praca nie jest wykonywana. Jest wykonywana, za darmo, przez klientów, którzy jednocześnie płacą za ?usługę sklepową?, w tym za pracę kasjerów, w cenie swoich zakupów. A wszystko to dlatego, że tak jest ?nowocześnie?.

Krótko mówiąc ? do kasy ?Miłej? nie chodź, moja miła.

I jak przystało na sprawy handlowe, mam dla ciebie ofertę:

W nagrodę możesz posłuchać Władysława Broniewskiego czytającego ten właśnie wiersz. A jest w nim i liryczne współczucie dla mieszkańców Miłej, i trochę magii, i realizm społeczny, i gniew. Obiecujesz bojkotować kasy samoobsługowe? Świetnie ? tu masz link do unikatowego ? przynajmniej w internetach ? nagrania.