Głosowanie jako współuzależnienie

Chodzenie na wybory jest jak współuzależnienie: wierzysz że jak jeszcze raz się pogodzisz z pijakiem to przestanie pić. W rzeczywistości współuzależnienie to dość skomplikowana relacja. Ale jeśli rozłożysz ją na poszczególne elementy, okaże się, że relacja katowanej rodziny do jej pijącej „głowy” jest łudząco podobna do relacji społeczeństwa do jego obieralnych władz.

Każdy, kto umie czytać po polsku, ma w rodzinie pijaka, więc dobrze wiecie, o czym mówię. Problem współuzależnienia zwięźle referuje materiał Fundacji Razem Bezpiecznie:

  • Osoba współuzależniona przejawia silną koncentrację myśli, uczuć i zachowań na zachowaniach alkoholowych osoby pijącej.
  • Stara się znaleźć usprawiedliwienie sytuacji picia, zanegować problem (często konieczność podjęcia terapii odwykowej przez uzależnionego wydaje się jej niepotrzebna),
  • Ukrywa problem picia bliskiej osoby przed innymi (członkowie rodziny starają się ?na zewnątrz? zachować pozory normalności, aby prawda dotycząca uzależnienia się nie wydała, aby uchronić rodzinę     i samego uzależnionego przed konsekwencjami jego picia).
  • Próbuje przejąć  kontrolę nad piciem osoby bliskiej (ogranicza sytuacje alkoholowe, wylewa alkohol, odmierza ilości, kupuje alkohol, aby pijący nie wychodził z domu itp.)
  • Przejmuje odpowiedzialność za zachowania osoby pijącej, łagodzi konsekwencje picia: kłamie, płaci długi, dba o higienę pijącego, o jego wizerunek  (np. pomimo częstych przypadków bycia ofiarą przemocy lub wykorzystywania seksualnego wielu członków rodzin nie zmienia swojego zachowania wobec uzależnionego).
  • Przejmuje za osobę pijącą obowiązki domowe, które ta zaniedbuje.

Tak właśnie wyglądają ludzie przejawiający „zainteresowanie polityką”, tą z gazet, telewizji, i internetu, ludzie chodzący na wybory. Wystarczy za „alkohol” podstawić „władza”. Prześledźmy:

 

  • Osoba współuzależniona przejawia silną koncentrację myśli, uczuć i zachowań na telewizyjnych pyskówkach i felietonach w tygodnikach.
  • Stara się znaleźć usprawiedliwienie sytuacji wyalienowanej władzy, zanegować problem (o jakimkolwiek odwyku w ogóle nie ma mowy – przecież „nie ma alternatywy” dla tzw. demokracji przedstawicielskiej, przecież państwo jakoś tam działa).
  • Ukrywa problem władzy przed innymi (macha chorągiewkami od okazji do okazji, dyskutuje o programach wyborczych jak gdyby miały one jakiekolwiek znaczenie – aby uchronić siebie i innych przed postawieniem zasadniczej kwestii wolności, gdyż przeczuwa, że miałaby ona zasadnicze – rewolucyjne – skutki).
  • Próbuje przejąć  kontrolę nad korzystaniem z władzy przez polityków (żąda jawności, organizuje zbiórki podpisów, głosuje na tych uczciwych, jeszcze nie umoczonych, spoza układów).
  • Przejmuje odpowiedzialność za zachowania polityków, łagodzi ich konsekwencje: Twierdzi że to ona sama, względnie społeczeństwo, „ma takich przedstawicieli na jakich zasłużyło”, to nasza wina, że frekwencja była niska, daliśmy się zwieść programom wyborczym (vide dwa punkty wyżej).
  • Przejmuje za polityków obowiązki, które ci zaniedbują. Ponieważ nie ma co liczyć, by rozwiązali problemy ubóstwa, służby zdrowia i in. – daje na Caritas i Owsiaka, popiera „ruchy miejskie”, kupuje do szkoły papier toaletowy i kredę.

 

Dodajmy do tego poczucie wstydu i winy (to nasza młoda demokracja nie dorosła, wszystko przez nas), fale nadziei i zwątpień (zwane kadencjami – czy terapeuci uzależnień też posługują się tym terminem?).

Oczywiście, słyszymy na pozór racjonalne argumenty współuzależnionych: Przecież można jeszcze raz się pogodzić. Można ładnie się uśmiechnąć i przynajmniej przez jakiś czas (zanim nowa, nie umoczona ekipa się wyalienuje) będzie względnie normalnie. Przecież jak się odobrazimy, to on przynajmniej na chwilę złagodnieje, kupi jakiś prezent (np. obniży wiek emerytalny – na jakiś czas). Tak, oczywiście. Lepiej być maltretowanym mniej. Ale jeszcze lepiej jest nie być maltretowanym, a do tego prowadzi terapia współuzależnionych.

Oczywiście, trudno mówić o winie współuzależnionych. Na ich postawy wpływają:

  • nieustanny stres (życie z pracy najemnej w kapitalizmie),
  • poczucie osamotnienia i braku oparcia w więziach z bliźnimi (jesteś kowalem własnego losu),
  • poczucie bezsilności wobec „pijaków” (co można zrobić, poza pójściem na wybory),
  • iluzje stwarzane przez uzależnionych (będzie lepiej, poprawią się).

No cóż, bardzo mi żal członków przemocowej „rodziny rodzin”, tym bardziej że są wśród nich moi najbliżsi i bliscy. Pamiętajcie, że gdybyście chcieli pogadać o waszym problemie, to zawsze postaram się pomóc. Przede wszystkim – nikt z nas nie jest sam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *