Inteligent czy pracujący?

Zapalenie zatok i gorączka to nic przyjemnego. Odbiera siły, utrudnia pracę umysłową. Ale przynosi zwolnienie lekarskie. A dzięki niemu ma człowiek czas na zrobienie czegokolwiek pożytecznego i wykorzystanie potencjału intelektualnego. Oczywiście w przerwach w załatwianiu pilnych spraw, z którymi wydzwania przełożony. Ot paradoks.

Jako specjalista, pracujący w zawodzie od niemal 10 lat, nie powinienem narzekać na brak bodźców intelektualnych. Zgodnie z teorią, mechanizm rynku powinien dążyć do pełnego wykorzystania możliwości pracownika. Jakoś to nie działa, skoro miesiąc za miesiącem spędzam 8-10 godzin dziennie na robieniu rzeczy niemal zupełnie nie wymagających pomyślunku. A także w znacznej mierze niepotrzebnych nawet z punktu widzenia ostatecznego celu pracodawcy – zysku przedsiębiorstwa. Z reguły jest to sprzątanie bałaganu uczynionego niepotrzebnie przez kogo innego (praca w biurze przekonuje, że jak anarchia jest matką porządku, tak hierarchia – matką bałaganu). Co więcej, niekiedy z pomyślunkiem należy się ukrywać, żeby nie wyszło, że jest się mądrzejszym od przełożonego – to może kosztować posadę.

A takie ukrywanie bywa naprawdę trudne. Swego czasu pracowałem w firmie papierniczej i m.in. robiłem konkursy plastyczne dla dzieci. Jeden z nich nosił tytuł „W stylu Klimta”. Napisałem prezesowi notatkę, by zatwierdził konkurs. W pierwszych słowach poinformowałem, że był taki malarz itd. Szef przeczytał, pokiwał głową i spytał:

Fajny konkurs, ale niech mi pan powie, co to jest ta klimta?

Oto sól ziemi, następca założyciela firmy, „twórcy” ok. 200 miejsc pracy. Czy przypadkiem trafiłem na półgłówka? Im więcej pracodawców poznaję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zadziałała statystyka. Cóż było robić? Pozostało „przybrać wygląd lichy i durnowaty”, zgodnie z coraz bardziej aktualną instrukcją dla czynowników.

Można by rzec: Ciesz się, kolego, że dobrze płacą i nie wymagają. Niestety, lata mijają, a miarą moich osiągnięć będą kolejne bzdurne projekty, załatwione drobiazgi. Dociągnę – być może – do emerytury, a następnie pójdę do piekła za marnowanie talentów.

Tak więc po godzinach walczę o duszę – próbuję realizować talenty z pożytkiem społecznym. Zazwyczaj kosztem snu. Na dłuższą metę jednak skutkuje to trwałym przemęczeniem, i w konsekwencji niezdolnością do twórczego wysiłku.

GET A JOB, HIPPYKiedy pierwszy raz zetknąłem się z opinią, że ludzi zmusza się do nic nie znaczących prac po to, by przypadkiem nie myśleli o zmianie społecznej, pomyślałem, że to chyba jednak nadinterpretacja, jeśli nie paranoja. Jednak praktyka rynku pracy jest co najmniej zastanawiająca: Skoro jedni specjaliści zarabiają bardzo dobrze i pracują grubo ponad 40 godzin tygodniowo, a inni są w tym czasie bezrobotni, drżą o byt i nie zarabiają wcale, to dlaczego nie mogłoby być tak, że jedni i drudzy pracują nie przemęczając się i zarabiając znośnie?

Odpowiedzi daje bardzo dobry artykuł Davida Rolfe’a Graebera, podany ostatnio po polsku przez Nowego Obywatela.

„Źródła problemu nie leżą w sferze ekonomii, lecz polityki i moralności. Klasa rządząca zorientowała się, że ludzie szczęśliwi, produktywni i mający masę wolnego czasu są dla niej śmiertelnym zagrożeniem (…). Z drugiej strony, poczucie, że praca jest wartością moralną samą w sobie i że każdy, kto nie chce przez większość czasu być podporządkowanym jakiemuś rodzajowi związanego z nią rygoru, nie zasługuje na cokolwiek – jest wyjątkowo dla owej klasy wygodne.”

I dalej stawia pytania – te same, które stawiam ja, dzień w dzień po pracy stojąc w godzinnym korku:

„Jak człowiek może w ogóle zacząć rozpatrywać kwestię swojej godności jako pracownika, skoro sam wie, że jego posada w ogóle nie powinna istnieć? Jak może nie stworzyć w sobie potężnego ładunku gniewu i rozgoryczenia?

2013-08-27-watterson_1Pozytywnie próbuje podejść do tematu legendarny rysownik Bill Watterson. Polecam jego wzruszający komiks (fragment obok) dostępny w formie jednej planszy tu.

Przepraszam, muszę kończyć wpis. Zwolnienie zwolnieniem, ale zadzwonił kierownik: czeka mnie twórcze i potrzebne przygotowywanie prezentacji!

2 myśli nt. „Inteligent czy pracujący?

  1. Pingback: Pololenie Korybutów | Inteligent pracujący

  2. Pingback: Pokolenie Korybutów | Krzysztof Śpiewla

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *