Niby-umowa o niby-dzieło

Miało już nie być o kulturze, bo „nie czas ratować róże”. Cóż, skoro jej instytucje wkraczają w życie społeczne, i to od razu w ćwiekowanych glanach. Mamy Art Boom i ciekawe ogłoszenie o pracę w MOCAK-u.

Listek figowy satyra

W piątkowe popołudnie w Dwójce słyszałem, jak przedstawicielka festiwalu Art Boom przekonywała, że tym razem impreza nastawiona jest nie na turystów, ale na mieszkańców i ich realne problemy. Może stare hasło anarchistów, „Artysto, nie gentryfikuj„, w końcu dotarło do adresatów?

Fto. Michał Ramus via Krakowskie Biuro Festiwalowe

Fot. Michał Ramus via Krakowskie Biuro Festiwalowe

Wśród wielu wyszukanych festiwalowych projektów (są tak wyszukane, że brak mi słów, by o nich pisać), jeden zwraca uwagę tytułem: „Protest społeczny”. No, to może być coś dla mieszkańców. Jak głosi kuratorski opis pracy, „ma [ona] na celu zachęcenie widzów do dzielenia z artystką swoich żalów i pretensji, rzeczy przeciwko którym chcieli by zaprotestować albo które chcieli by uzyskać”. Pięknie. A jak? Poprzez wykonanie kolorowych tabliczek, i sfotografowanie z nimi ludzi. Jeśli ta praca ma wartość, to jest nią wielkie, choć pewnie niezamierzone, szyderstwo. Tabliczki bez haseł, za to kolorowe i estetyczne. Takich protestów społecznych chcą artyści, sponsor (którego nazwy złośliwie nie wymienię) i – a jakże – Jacek Majchrowski, który zaprasza na festiwal. Wyglądających dobrze na zdjęciu, ale bez treści, bez głosu, bez problemów.

Cóż, artyści po raz kolejny wsparli „dobrą przemoc” (tytuł dyskusji otwierającej festiwal) grantodawców, niby nic szczególnego. Owszem. Szczególne jest tu wykorzystanie społecznikowskiej retoryki, zwłaszcza haseł walki z gentryfikacją i budzenia aktywizmu (sic!). W mieście, w którym demonstrantów straszy się sądami, wielkie komercyjne imprezy mogą do woli zaśmiecać przestrzeń, a władze robią wszystko, żeby w miejsce brudnych ludzi powstawiać czyste oddziały banków, artyści przyjęli rolę listka figowego. Trochę tylko mnie dziwi, po co ten listek, skoro satyr nie zna wstydu.

Na marginesie Art Boomu pojawiła się na podgórskiej fontannie karteczka z napisem „fontanna albo nie fontanna”. Ot, dzieło – nie dzieło. Czy jego autorka ma umowę – nie umowę jak w MOCAK-u?

Akcjonizm w dziale kadr

Bo w awangardowej, słynącej z wystawiania prac o ważkim społecznym przesłaniu, instytucji szukają pracownika. Ma świadczyć pracę. Na umowę o dzieło.

Otto Muehl, "Oh Sensibility", 1970, fot. za goout.cz

Otto Muehl, „Oh Sensibility”, 1970, fot. za goout.cz

MOCAK prezentuje akcjonistów i ich próby kwestionowania systemu, jednocześnie wykorzystując najbardziej dotkliwą formę wyzysku, jaką ten system sankcjonuje. Sprzedaje kule-cipule, niby wyraz walki z patrymonialnym uciskiem, a jednocześnie jest gotowy ruchać każdą/ każdego, kto będzie na tyle zdesperowana/ zdesperowany, by mu na to pozwolić.

Może chodzi o to, że ludzie stanowią dla kuratorów tylko przykry dodatek do sztuki ? są tacy nieforemni, niewyedukowani, brzydcy. Skoro tak, może by MOCAK miał tyle odwagi, by informować o tym artystów, gdy będzie poszerzać zbiory. Niech powie o tym Liberze, Kozyrze, Sasnalowi i wszystkim innym. Warto też jasno powiedzieć publiczności: Nie życzymy was sobie, zależy nam tylko na waszych pieniądzach. Skoro mówią to kandydatom do pracy, niech mówią wszystkim innym.

Tak to sztuka wyzwala.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *