Świadek obrony, albo o pożytkach z Konkursu Chopinowskiego

Mija właśnie I etap Konkursu Chopinowskiego. Chcę przy tej okazji podzielić się wspomnieniem sprzed 10 lat. I podziękować.

Był to dla mnie czas bezrobocia. Czując ciężar odpowiedzialności za rodzinę, na garnuszku rodziców, jeździłem po całym mieście szukając jakiejkolwiek pracy (jaką znalazłem – opisałem w innym wspominkowym wpisie). Pamiętam jak szedłem na rozmowę do zakładu, który znajdował się poza zasięgiem komunikacji publicznej. Maszerując na „interview” wśród zbronowanych pól natknąłem się na leżącego na drodze buraka. Był to trafny omen. Rozmów z buraczanymi biznesmenami odbyłem wtedy niemało, płaszcząc się przed ich władzą. Oczywiście, rzutowało to na psychikę. Na szczęście, miałem telefon z radyjkiem.

A w radyjku jedyna stacja, której dało się słuchać, to była Dwójka, nadająca właśnie w kółko przesłuchania Konkursu. Żaden ze mnie meloman, i oczywiście różnic w wykonaniach utworów z początku w ogóle nie słyszałem. Ale że niektóre „kawałki” już wcześniej kojarzyłem, że wreszcie lepiej wsłuchać się w muzykę niż myśleć o kłopotach – wsłuchałem się. I rzeczywiście, z czasem zacząłem smakować Chopina, poznawałem jego muzykę i grę poszczególnych pianistów.

To oni dali mi wtedy nieoczekiwane wsparcie. Napełnili urodą przestrzenie które przemierzałem jeżdżąc na te głupie rozmowy z głupimi ludźmi. Wyzwalali z paraliżującego lęku. Uchronili przed depresją. Dziś chciałbym im podziękować – całej osiemdziesiątce. Tak, oczywiście, jestem przeciwnikiem profesjonalizacji sztuki, czyli jej oddzielenia i przekształcenia w narzędzie opresji. Ale gdy trybunał ludowy będzie sądził Konkurs Chopinowski – będę świadkiem obrony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *