Archiwa tagu: Foucault

Fot. za Irish Anarchist Review, 4/2011

Nadzorować i głaskać

Pamiętacie, jak ponad dwa lata temu dwaj chłopcy z Lubonia wystąpili o pozwolenie na postawienie szałasu na nieużytku? Wiadomość o tym, entuzjastycznie przyjęta i podana przez media, pozostawiła mi zadrę. Ostatnio o tej zadrze przypomniała mi pewna firma, promująca się gadżetami kupionymi od dzieci. A dlaczego to nie jest fajne?

Fot. za Irish Anarchist Review, 4/2011

Fot. za Irish Anarchist Review, 4/2011

Nie policzę, ile szałasów i pułapek pobudowałem w dzieciństwie. Samodzielnie, czy w zespole, ale na pewno bez zgody Komitetu Miejskiego PZPR, czy Rady Narodowej. Ci dwaj biedacy ponoć wciąż nie mają swojego szałasu, pomimo zgody burmistrza, zainteresowania telewizji i gazet. A właściwie właśnie ze względu na nie. Mam nadzieję, że fakt ten da im do myślenia.

Przed świętami pewna firma, z której usług korzystam, podarowała mi filcową sówkę. Zabawka została uszyta przez ?unschoolerów?, czyli dzieci edukowane metodą ?nauczania prowadzonego przez ucznia?. Dzieci uszyły maskotki dla firmy, sprzedały je aby uzyskać pieniądze na budowę domku na drzewie. Akcja zyskała pewien rozgłos w wąskiej branży, sporo pozytywnych komentarzy: Uczą się dzieci inicjatywy, gospodarności itd.

Do jasnej cholery. Uczą się ekonomizacji życia. Uczą się przeliczania twórczości na pieniądze. Unschooling po byku. Pod pozorem operacjonalizacji planów uczą się rozmieniać na drobne. Uczą się też, że praca jest warta tyle, ile ktoś za nią zapłaci ? to już jest bardzo wyraźny trening ideologiczny. Rodzą się praktyczne pytania: Jakiż to ?budżet? jest potrzebny do domku na drzewie? Osobiście radziłbym zrobić to za zero złotych (jak kiedyś). Jako odpowiedzialny dorosły pomógłbym dzieciakom w pozyskaniu materiałów, zamiast namaścić ich na małych wyrobników. Jeśli więc budżet jest siłą rzeczy skromny, to również nader skromnie wynagrodzono dzieci za pracę szwaczy.

Do jasnej cholery. Dlaczego miałoby nas zachwycać słanie pism urzędowych zamiast budowania? Dlaczego kręci nas że ci dwaj chłopcy zamiast przejawiać inicjatywę i po prostu realizować swój twórczy potencjał, wchodzą w biurokratyczną grę prawa, własności, polityki (siłą rzeczy)? Co jest dobrego w przedwczesnym starzeniu? Cieszymy się widokiem starych malutkich zapominając, że lepiej samemu stawać się ?jako dziecię?. Czyli kwestionować, tworzyć i – jeśli to dla tworzenia nieodzowne – burzyć.

W ?Tropicielach? do drugiej klasy, nazywanych jednym z najlepszych podręczników w Europie, można przeczytać tekst o dzieciach, które postanawiają prace z warsztatów plastycznych sprzedać na kiermaszu, aby zyskać pieniądze na coś tam. Bohaterowie czytanki są pełni entuzjazmu, mówiąc o tym, jak wiele sprzedadzą i zarobią. Ani słowa o przyjemności z malowania, ani słowa o twórczej ambicji.

Sami staliśmy się funkcjonariuszami aparatury znanej z ?Nadzorować i karać?. I bardzo się cieszymy, kiedy kolejni przedstawiciele rodzaju ludzkiego przechodzą z zapomnianej przez nas i trochę groźnej strefy niedokontrolowania, swobody, nieświadomości konieczności, w strefę w której wszystko jest poukładane, a przedmiotem wolnego wyboru jest co najwyżej kolor pluszowej maskotki. Dopóki dziecko nie przejdzie tego progu, jest dla nas obce. Jak zwierzę domowe, które nadzorujemy i głaskamy, ale go nie rozumiemy. Jego twórczość traktujemy jako zabawne ekscesy (jak pies skaczący na 2 łapach albo kot walczący z ogórkiem – patrzcie, jakie słodziaki), którymi można podzielić się w towarzystwie, ale nie daj Boże potraktować jej serio.