Archiwa tagu: Klub miłośników filmu Misja

O nas, Indianach

Kolejny ? po ?Jezusie Chrystusie Zbawicielu? ? anarchochrześcijański spektakl ?Łaźni Nowej? nie może mnie nie cieszyć. Ostra krytyka kapitalizmu, pytania o rolę chrześcijaństwa w społeczeństwie, zachęta do pogłębionej analizy naszego ?tu i teraz? ? to lubię. Tym bardziej, że przyjęta koncepcja inscenizacyjna i zaangażowanie artystów nieprofesjonalnych sprawiają, że ?Klub miłośników filmu ?Misja?? brzmi dużo bardziej autentycznie, niż inne znane mi produkcje ?teatru zaangażowanego? (fakt, nie jest tego dużo).

Wszyscy jesteśmy Indianami

Koncept prosty: wstawić fabułę ?Misji? w realia tutejsze i współczesne. Okazuje się, że o nas ? przynajmniej o ?dolne? 80% z nas ? trwa walka między misjonarzami a handlarzami niewolników. Handlarz nie łapie niewolników na arkan, a na ofertę zapewnienia ?znacznie lepszego standardu?. Nie kryje ani swoich zamiarów, ani tego, czym jest on i jego oferta: ?Drogą i życiem. Chujowym, ale życiem?. I Indianie, z pełną świadomością tejże mizerii, idą za handlarzem. To obrazek oczywisty, można pokiwać głową, tak jest, role wyraźnie rozdzielone między ?my? i ?oni?. To scenka jakich miliony w naszym ostatnim 20-leciu.

Pytanie kim jest ojciec Gabriel. Po prostu duchownym ? misjonarzem? W naszej ?dżungli? o rząd dusz walczyły instytucje wprowadzające religię w szkole, toruński redemptorysta i szlachetna spółka ubogich mnichów z Rupertem Murdochem. Natchniony Gabriel, budujący społeczność na wzór pierwszych chrześcijan i ? expressis verbis ? wbrew państwu i kapitałowi, nie da się przełożyć w skali 1:1 na nasze codzienne doświadczenia. Może są tacy (życzyłbym sobie), może nawet próbują coś robić, np. w takim Emausie?

A może chodzi właśnie o to, że Gabriel to ciało obce, że pasowałby do naszej historii, że mógłby ją kształtować, ale go w niej nie ma? Widać zresztą, że strona handlarzy się go boi (kapitalne ?Towarzystwo Jezusowe? wykrzyczane w stylu metal), że nie ma najmniejszego punktu stycznego między misjonarzem a nimi.

Religijne ? niereligijne?

A może Gabriel w ogóle nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem? Wskazywałyby na to pieśni tubylców śpiewane pod jego kierunkiem: ?Wlazł kotek? i ?Siała baba mak?. Z drugiej strony, misjonarz mówi o Bogu bardzo dużo, a scena pokuty i przeobrażenia Mendozy jest na wskroś religijna. Jest więc nad czym myśleć, chyba, że jeden z tych tropów jest fałszywy, ot, drobne potknięcie scenariuszowe.

O decyzję kardynała

Węzłem krakowskiego przedstawienia, jak i fabuły filmu ?Misja?, jest proces pomiędzy misjonarzami a reprezentantami królów Hiszpanii i Portugalii. Rozstrzyga kardynał Altamirano, tyleż cyniczny, co tragiczny (Jan Peszek). Za dwóch królów można podstawić np. Coca-Colę i Pepsico, PO i PiS itd. Ziemia ?nad wodospadami? należy do jednego z nich na mocy porozumienia monarchów. Adwokaci przypominają cynicznie, że od werdyktu kardynała zależy, czy ziemia ta będzie należeć do Kościoła. Nadzieję budzi kwestia Altamirany ?Ja też byłem jezuitą? (ciekawe jaki wpływ na powstanie spektaklu miała zmiana na Stolicy Piotrowej). Trzymam kciuki, panowie kardynałowie.

Inscenizacja: Niby-bajka o prawdziwych problemach

Bodaj największą siłą (a i zasługą) ?Klubu? jest oddanie głosu ?Indianom? ? czyli ?zwykłym ludziom?. Indianie ? nowohucianie ? własnym głosem opowiadają o krzywdach doznanych od kolonistów kapitalizmu: ubóstwie, zepchnięciu na margines, gentryfikacji. Mnie najbardziej zapadła w pamięć skarga na ?rozwój osobisty?, czyli marketingowo-światopoglądową papkę dewastującą ludzkie osobowości.

Liczne zabiegi inscenizacyjne (jak wspólna biesiada z widzami), wraz z tym, że wypowiadają się ludzie, a nie postaci z baśni, sprawiają, że rzeczywiście ma się wrażenie, iż spektakl jest o nas. Zrodziło to pewne problemy, które twórcy dopiero muszą rozwiązać (chociaż widziałem próbę generalną z udziałem publiczności, a nie finalne przedstawienie). Jednak pomimo pewnych niedociągnięć (ze dwie dłużyzny, nade wszystko problemy z akustyką ? znów nie zrozumiałem wszystkich kwestii), ryzyko bardzo się opłaciło.