Archiwa tagu: kryzys mediów

Inteligent na tropie, albo śmierć czwartej władzy widziana z bliska

W styczniu władze Krakowskiego Parku Technologicznego, czyli tutejszej specjalnej strefy ekonomicznej, ogłosiły zawarcie pierwszej w tym roku umowy o udzielenie pomocy publicznej inwestycji. Inwestorem jest Bahlsen Polska, nadwiślańska filia niemieckiego koncernu ciastkarskiego. Media obiegła notatka PAP, informująca, ile przedsiębiorstwo zainwestuje i ile „stworzy” miejsc pracy. Żadne z mediów nie sprawdziło, ile też przedsiębiorstwo otrzyma w związku z tym pomocy publicznej.

Media nie po raz pierwszy oczywiście mnie zawiodły. Postanowiłem sam to sprawdzić, upewniając się jednocześnie w Fundacji Stańczyka, że wartość pomocy publicznej dla prywatnego przedsiębiorstwa jest informacją publiczną (jakże by nie). Na wniosek o udostępnienie informacji biuro KPT nawet nie raczyło odpowiedzieć – niniejszym skarżę się przed tobą, czytelniku na „bezczynność organu”, do sądu nie pójdę. Lepiej zareagowała firma, dzięki swojej rzeczniczce, p. Agnieszce Prusaczyk, która nawiązała ze mną krótką korespondencję. Cóż jednak z tego, skoro i uprzejma funkcjonariuszka stwierdziła, że jej firma „nie może” odpowiedzieć na moje pytanie. Nie odpowiedziała też, co stoi na przeszkodzie dobrze zarządzanemu (zdawałoby się) przedsiębiorstwu takiej odpowiedzi udzielić.

Pomoc publiczna jak należało się spodziewać

Niemniej naprowadziła mnie na ogólne zasady udzielania pomocy publicznej inwestycjom w KPT. Wynika z nich, że Bahlsen otrzyma zwrot podatku w wysokości 50% poniesionych nakładów. Czyli 16 mln zł. Nie mówiąc o korzyściach z uzbrojenia terenu, czy wsparcia administracyjnego. Będzie z tego 30 nowych miejsc pracy. Czyli państwo dopłaci do każdego z tych stanowisk ponad 530 tys. zł. To tak, jak by płaciło każdemu tam zatrudnionemu średnie pensje przez 10,5 roku. Tymczasem jeżeli ty, czytelniku, zechcesz założyć lub rozwinąć własną działalność gospodarczą, możesz liczyć (ale oczywiście nie masz pewności, w odróżnieniu od Bahlsena) na parędziesiąt tysięcy ? 10-, 20-krotnie mniej.

Dlaczego nie dać 30 bezrobotnym po pół bańki, jeśli nie gotówką to w jakiejś inwestycji (bo może ktoś założy że są mniej racjonalni od urzędników i biznesmenów)? Dlaczego nie wybudować 45 mieszkań ludziom skowanym pokoleniowo nawarstwioną biedą (byłby zastrzyk dla gospodarki ? sektora budowlanego)? Itd., itp. ? nie chcę mnożyć tych pytań, odpowiedź jest aż nadto oczywista.

Takie informacje owszem, są gorszące, w dość jasny sposób pokazują prawdziwą naturę kapitalizmu, a jeśli nie chcemy jej dostrzegać ? przynajmniej ?błędy i wypaczenia?. Rzecz warta nagłaśniania, przyciągająca uwagę. I tu pojawia się bardziej intrygujące pytanie: dlaczego żaden dziennikarz o tę sprawę nie zapytał?

Może zapytał, ale nie otrzymał odpowiedzi? Cóż, na pewno nie zapytał w Bahlsenie, bo p. Prusaczyk nie kryła zdziwienia, dlaczego ktoś w ogóle miałby się tym interesować. Jak było w KPT ? nie wiem, bo moje pytanie trafiło w próżnię.

Gierkowskie dziennikarstwo

Jeśli przejdziemy się do biblioteki i przerzucimy dowolne roczniki prasy codziennej z lat ? powiedzmy ? 70. i 80. ? zobaczymy, że o ile mniej w ?Trybunie Ludu?, o tyle w gazetach regionalnych (które również były organami PZPR) o ?błędach i wypaczeniach? pisano dość często. Co się stało, że rolę kontroli społecznej lepiej spełniały gadzinówki, niż dużo bardziej wolna, pluralistyczna prasa współczesna?

Odpowiedź jest złożona i nie sądzę, bym wymienił wszystkie przyczyny ? kwestia wymaga złożonych studiów. Na pewno jednak:

Media jako kontroler zależą w większej mierze od czynników ekonomicznych, niż politycznych. Zmiany ostatniego ćwierćwiecza, także w ?starych? demokracjach polegały głównie na przerzuceniu większości kosztów funkcjonowania mediów z odbiorców na reklamodawców. O ile na początku tego procesu koszt gazety był w 60-80% pokryty przez cenę egzemplarzową, a w reszcie ? wpływami z reklam, o tyle dziś jest odwrotnie. Podobne przemiany dotykają nadawców publicznych, różnice są jedynie w skali, w zależności od modelu przyjętego w poszczególnych państwach. Oznacza to z jednej strony, że media wolą narazić się odbiorcom niż reklamodawcom (czego przejrzystym przykładem są stosunki mediów regionalnych z władzami samorządowymi). Z drugiej ? że praca dziennikarza jako istotny składnik kosztu mediów, tanieje pod presją wydawców. Dla opinii publicznej jest to podwójna strata, ponieważ jednocześnie rośnie liczba i stopień komplikacji informacji, którymi warto by było opisywać świat.

Nie mniej istotna jest sprawa etyki zawodowej dziennikarzy i etyki wydawców. Absolutyzacja mechanizmu rynkowego usypia sumienia: skoro jego tryby kręcą się w ustalony sposób, głupstwem jest działać im wbrew. Podobnie było w totalitaryzmach (zresztą zbieżność ich z liberalizmem wypunktowała już 70 lat temu S. Weil w ?Zakorzenieniu?). Wolno więc przypuszczać, że pod względem etyki indywidualnej opadliśmy mniej-więcej w rejony z czasów późnego Gierka ? skoro ówczesne gazety prezentują podobny bądź wyższy poziom rzetelności.

Ale tu trzeba się jeszcze zastanowić nad kolejną sprawą ? kwestią doboru i kształcenia dziennikarzy. Dla młodego człowieka, który dziś wybierze dziennikarstwo, los prekariacki jest niemal pewny. Zgodzić się nań można jedynie w akcie heroizmu, albo ? znacznie częściej ? w poczuciu że jakoś to będzie i zamiast dziennikarzem staniemy się jednym z ?media people? ? człowiekiem, który coś tam tworzy, czasem mignie twarzą czy nazwiskiem w mediach, ale przede wszystkim będzie mógł dobrze zarobić przy całkowicie komercyjnych projektach. Uniwersytety i szkoły zawodowe utwierdzają młodzież w tym poczuciu, hołdują mu i ? na ile mogą ? przygotowują do takiego właśnie zawodu (sam też maczam w tym place).

Chyba należy postawić krzyżyk na ?czwartej władzy?. Pytanie brzmi, czy w społeczeństwie wymagającym gruntownej specjalizacji, bez powszechnego treningu krytycznego myślenia, mamy szansę na tworzenie alternatywnych narzędzi skutecznej kontroli społecznej. Obawiam się, że nie w tym systemie politycznym.

Tekst ukazał się również na Nowych Peryferiach, które od dziś goszczą i mój blog.