Archiwa tagu: kultura alternatywna

Łańcut – Rawenna, czyli kultura i akumulacja

Byłem jeszcze w podstawówce, gdy pierwszy raz zobaczyłem zamek łańcucki. Zrobił na mnie wrażenie (i robi dotąd), nie tylko przepychem, ale smakiem i pięknem. I jeszcze świadomością, że powstał z wyzysku moich przodków. Czy wielka kultura oparta na akumulacji kapitału jest rzeczywiście miarą naszej cywilizacji?

Wzór doskonałego ciała – z krwi i potu moich przodków

A. Canova, "H. Lubomirski jako Amor", fot. za: B. Trojnar, Łańcucki "Amor" Canovy w Possagno i Rzymie, "Spotkania z Zabytkami" 2008, nr 10, s. 13

A. Canova, „H. Lubomirski jako Amor”, fot. za: B. Trojnar, Łańcucki „Amor” Canovy w Possagno i Rzymie, „Spotkania z Zabytkami” 2008, nr 10, s. 13

Perełką łańcuckich zbiorów jest posąg Henryka Lubomirskiego jako Amora, dłuta samego Canovy. Portret chłopca zamówiła jego daleka ciotka, niezwykle rozmiłowana w urodzie dziecka, Izabela Czartoryska, w czasie ich wspólnej podróży do Włoch, Francji i Anglii. Propozycję złożyła artyście już światowej sławy i bynajmniej nie taniemu: 7 lat wcześniej Antonio Canova zaszczycony został 3-letnim stypendium Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Wenecji (300 dukatów rocznie), a od tamtej pory jego akcje wzrosły niepomiernie po przenosinach do Rzymu i stworzeniu „Tezeusza zwyciężającego Minotaura”. Właśnie kończył pomnik nagrobny papieża Klemensa XIV i był w połowie drugiego – Klemensa XIII. Podbijał jeszcze cenę polskiej księżnej, wymawiając się że nigdy jeszcze nie rzeźbił portretu. Jedna z najbogatszych kobiet w Polsce miała jednak gest i portret jej ukochanego Henryka z idealnym ciałem powstał. I zachwyca do dziś.

Ile kosztowała rzeźba, zwłaszcza liczona w dniówkach przeciętnego chłopa z dóbr Potockich – nie wiem. Czy chłop ten byłby szczęśliwszy wiedząc, że jego trud poszedł na coś tak pięknego – najwyżej w minimalnym stopniu. Czy to, że teraz każdy może dać się ponieść zachwytowi nad doskonałością dzieła Canovy usprawiedliwia wyzysk, z jakiego to dzieło powstało? Niestety nie, ponieważ jego uspołecznienie nastąpiło wbrew intencjom księżnej i jej kolejnych spadkobierców, na drodze gwałtownej.

Wyzwoleniec-męczennik i 26 tys. solidów

Co tam jedna niewielka figura, choćby śliczna. Kościół św. Witalisa w Rawennie (znów Rawenna) – to dopiero coś. Zbudowany w VI wieku, za cesarza Justyniana, robi wrażenie gigantyczną kubaturą, fantastyczną organizacją przestrzeni i – przede wszystkim – mozaikami. Minie niedługo 1600 lat jak z niesłabnącym blaskiem olśniewają widza para cesarska wraz z dygnitarzami, święci, patriarchowie, i sam Jezus na tronie świata, łaskawie udzielający splendoru cesarzowi. I złoto. Mnóstwo złota.

Więcej niż widać. Budowa bazyliki kosztowała 26 tys. solidów, czyli blisko tonę złota (no, tonę złotych monet, w których mogło być nawet parędziesiąt proc. miedzi). Wyłożył je ponoć grecki bankier Juliusz Złotnik. Czy to było dużo? Solid to mniej-więcej roczne wynagrodzenie niewykwalifikowanego robotnika. To tak, jak by cała ówczesna Rawenna przez rok pracowała za darmo (zakładając, że co drugi mieszkaniec zdatny był do roboty). To tak jak teraz 800 mln zł. Jak dwa stadiony olimpijskie w 50-tysięcznym mieście. Juliusz Złotnik zarobił je na finansowaniu obrzydliwych zbytków i wojen cesarstwa, pomagając w psuciu monety i śrubowaniu ucisku podatkowego.

Wyżej cenię bazylikę San Vitale niż pomnik Henia Lubomirskiego. Może dlatego, że to nie moi ziomkowie sponsorowali ją swoją pracą. Może przez jej wymiar sakralny. Trudno powiedzieć, czy ludzie, którzy ją wznieśli, stali się przez to lepszymi chrześcijanami. Ostatecznie, bazylika powstała nie tyle na cześć wyzwoleńca – męczennika św. Witalisa, ile cesarza Justyniana i jego żony Teodory. Może wreszcie dlatego, że jest już teraz uniwersalnym symbolem naszej kultury?

Jeśli to ostatnie, to czy uniwersalny symbol wart jest ceny wyzysku i poniżenia, jaką płacili biedni członkowie późnorzymskiego społeczeństwa? Raczej nie. Ale – jeśli nie – to czy zgodzilibyśmy się na świat bez San Vitale, ale z nieco większą dozą wolności i równości? I wreszcie: czy taki świat byłby możliwy, czy rzeczywiście byłby lepszy? „Ubogich zawsze mieć będziecie”. Trudne pytanie, ale nie wolno nam od niego uciekać.

Kultura tworzona w pełnej wolności i równości z pewnością byłaby inna. Czy gorsza? Nie sądzę, bo mechanizmy hierarchiczne wcale nie są skuteczniejsze w odsiewaniu ziarna od plew, niż wolnościowe (vide losy konkursu na projekt kościoła Opatrzności Bożej w Warszawie). Na pewno skromniejsza, słabsza finansowo, bo nie hołdująca osobistym ambicjom cesarzy i księżnych – choć i tu crowdsourcingowy projekt Lichenia nie pozwala zbyt łatwo przyjąć tego założenia. Wkraczamy w czasy, gdy oba modele będą mogły funkcjonować na równych prawach. Będzie ciekawie.

Dziękuję p. Małgorzacie Przybyszewskiej ze „Spotkań z Zabytkami” za pomoc w zebraniu materiałów to wpisu.