Archiwa tagu: powstanie warszawskie

Krajobraz po bitwie

Jak co roku, wszyscy jaramy się Powstaniem. Tak, jaramy, bo o refleksji historycznej, nie wspominając o moralnej, nie ma mowy. Uważamy, że śmierć 150 tys. krajan była spoko i nie wypada wspominać, że posłanie ich na tę śmierć było głupie i zbrodnicze. A ostatnio doszedł do pierwszosierpniowego akordu jeszcze jeden głos: że bez ofiary Powstania nie bylibyśmy tu, gdzie teraz. Zgadzam się – bylibyśmy o wiele dalej.

PIC_69-8-8

Rynek Starego Miasta po Powstaniu. Fot. Stanisław Doktorowicz-Hrebnicki, dzięki uprzejmości Nar. Archiwum Cyfrowego

Lista poległych zawiera nie tylko stopnie i funkcje wojskowe. Pełna jest takich określeń jak „poeta”, „prawnik”, „chirurg”, „aktor”, „nauczyciel”, „polityk”. Nie wspominając o instruktorach harcerskich, których roli nie da się przecenić. I nie wspominając o dzieciach, które nie zdążyły ani pokończyć szkół, ani wykazać się czymś innym poza bohaterską postawą – kim mogłyby być? Dziesiątki tysięcy ludzi, wyróżniających się właśnie postawą. W ochotnicze szeregi powstańcze wstępowali bowiem głównie ludzie czujący moralny obowiązek, płynący z różnych źródeł ideowych. I – jak wiemy – w wielkiej części zginęli.

Gdyby ci ludzie przeżyli wojnę, jak wyglądałaby sowiecka dominacja? Gdyby nie poszły na śmierć tysiące nastoletnich dzieci – może trudniej byłoby stalinistom sterroryzować całą generację? Gdyby pokolenie Kolumbów dożyło „lat sprawnych”? Zaznaczmy: jedyne pokolenie wychowane w warunkach niepodległości państwowej, skonfrontowane z konfliktami społeczno-politycznymi epoki, z odsuniętą na bok grozą obcych najazdów.

Szkoda się bawić w historie alternatywne. Można jedynie przypuszczać, że świat powojennych wyborów politycznych byłby nieco szerszy, może jak w Jugosławii. Może tzw. „komuna” trwałaby krócej, może Polski Październik wyglądałby raczej jak Węgierski – a Polakom i Węgrom na raz i cały Układ Warszawski mógłby nie dać rady. Może Polska Rzeczpospolita Ludowa bardziej by zasługiwała na swoją nazwę (każdy z jej członów). Może wreszcie ludzie ci przechowaliby dla kolejnych pokoleń coś z kultury politycznej pierwszej ćwierci wieku i bolesne doświadczenie „sanacji”: może u progu III RP pamiętalibyśmy że są polityczne alternatywy i co naprawdę znaczy „pluralizm„.

Gdyby nie Powstanie, może istotnie nie bylibyśmy tu, gdzie dzisiaj.