Archiwa tagu: śmieciówki

Opowieść wigilijna 2

Kończył się rok 2005. Rok boomu w nieruchomościach i wzrostu PKB. Dla mnie ? rok, w którym pierwszy raz byłem bezrobotny, i rok, w którym pracowałem na szaro. U Ebenezera Scrooge?a.

Ebenezer Scrooge w ilustracji Johna Leecha z pierwszego wydania "Opowieści wigilijnej"

Ebenezer Scrooge w ilustracji Johna Leecha z pierwszego wydania „Opowieści wigilijnej”

Scrooge miał jakieś 50?60 lat, twarz pociągłą, włosy siwe. Ilustrator pierwszego wydania ?Opowieści wigilijnej? odrysował go całkiem nieźle, z tym, że w rzeczywistości gość był wyższy i bardziej postawny. Jeździł zielonkawą Octavią w skórze (do dziś pozostała mi niechęć do skodziarzy). Jego kantorem była mała agencja reklamowa na Rakowicach, niedaleko cmentarza. Żaden z kilkorga pracowników nie był godziwie wynagradzany i chyba żaden nie miał etatu. Trudno stwierdzić to na pewno, ponieważ ludzie rzadko ze sobą rozmawiali. Przerwa na kawę, czy papierosa była traktowana niemal jak kradzież. Zresztą, jesienią było tak chłodno, że nikomu nie chciało się ruszyć.

Oczywiście, w takich warunkach trudno o dobre wyniki w reklamowym rzemiośle. Firma ledwie więc przędła, bazując głównie na handlu gadżetami i zleceniach od starych (jakże starych ? myślałem wówczas) kolegów Scrooge?a ze studiów.

Pracując na cały etat w obsłudze klienta, miałem 500 zł na umowie o dzieło i kolejne 300 w kopercie. Przystałem na te warunki jako jedyny żywiciel powiększającej się rodziny (szczęściem, mieszkaliśmy u rodziców). Przez 3 miesiące codziennie w drodze do i z pracy, a czasem do i od klientów, przemierzałem cmentarz, wspominając zmarłych niedawno przyjaciół i rozpamiętując własną niedolę.

Dzień wypłaty był dniem upokorzenia. Trzeba było wysłuchać tyrady Scrooge?a o tym, jakim się jest nieużytecznym pracownikiem i kosztorobem. Następnie usłyszeć ?no, dam ci te 500, co je masz na umowie?, a po takiej uwerturze dać występ na pełnej skali emocji ? od wzburzenia po pełną uległość ? argumentując, że te kolejne trzy stówki jednak się należą. Tym sposobem dochodziło się do kwoty 700 zł. Końcowym aktem pozostawał targ o ostatnie 100 zł, po czym wychodziło się z pokoju szefa z pękatą kopertą w zaciśniętej pięści.

Tak było na koniec października, i na koniec listopada. Pod koniec grudnia Scrooge przyniósł paczkę opłatków i butelkę ruskiego szampana. Życzyliśmy sobie zdrowia. Po tej miłej chwili, wszyscy rozeszli się do zajęć, a ja ? jak co miesiąc ? dyskutowałem z Ebenezerem zasadność mojego wynagrodzenia. Tym razem nie wypłacił mi tej ostatniej stówki.

Wracałem do domu w mokrych od błota butach, ze znanym już poczuciem upokorzenia, ale też z poczuciem że zawiodłem żonę. Wyznałem jej, że wypłata mniejsza, i pękłem. A ona ? w ciąży i też bez widoków na pracę ? powiedziała, żebym więcej do Scrooge?a nie szedł. Że nie warto, że jakoś sobie poradzimy.

Poszedłem jeszcze raz ? pousuwać bazy danych i inne efekty mojej pracy. Gdy następnego dnia nie pojawiłem się w kantorze, zadzwonił Scrooge. Nie spytał, co u mnie ? rozumiał doskonale. Interesowało go, gdzie są bazy danych. ? Chyba pan nie sądzi, że je panu zostawiłem ? odpowiedziałem. Również doskonale zrozumiał, powiedział ?do widzenia? i rozłączył się.

Dwa tygodnie później dostałem pracę w sporej firmie, na godziwych warunkach i zgodną z moimi kompetencjami.

Zgodnie z Dickensowskim wzorem, morał musi być. A więc: rodzina to nie tylko zobowiązanie, ale też wsparcie. ?Miłość jest silniejsza niż śmierć?, a co dopiero jeden czy drugi dupek-wyzyskiwacz.