Archiwa tagu: zadara

Byłem na „Jezusie”

Chodzi o ?Jezusa Chrystusa Zbawiciela?, wystawionego przez Michała Zadarę w Łaźni Nowej na podstawie słynnego monodramu Klausa Kinsky?ego z 1971 r. Nad samym przedstawieniem nie będę się zbytnio rozwodził, ale zabiegi uczynione z tekstem dają do myślenia.

Mam szczęście rozumieć niemiecki ? język oryginału (zresztą, mój germanista z liceum także mignął mi w szatni, pozdrawiam i dziękuję, profesorze S.!). Porównałem więc zapis występu Kinsky’ego w Berlinie w 1971 z tym, co usłyszałem w ostatnią sobotę.

Tekst polski jest nie tylko tłumaczeniem, ale skrótem i tuningiem oryginału. Co dziwne, z jednej strony jest bardziej politycznie poprawny, z drugiej ? jak gdyby mniej. Z jednej strony ze swoistego refrenu mówiącego o tym, do kogo przychodzi Jezus (wykluczeni, prostytutki, bezrobotni itd.) zniknęli Cyganie; nie ma też w ?liście gończym? za Jezusem przypuszczenia, że ?być może jego matka była dziwką? (za ostre dla katolików, czy zbyt demaskujące ?racjonalistów??). Z drugiej ? zamiast ?prawdowaców?, których można interpretować dość szeroko uczyniono ?posłów?, a bogacza zamiast ?głupcem? nazywa się ?debilem?. Takich zmian jest jeszcze kilka. Po co, czy raczej ? dlaczego?

Myślę, że autorów polskiej wersji poniosła trochę mania aktualizacji i obowiązkowego obecnie w teatrze modyfikowania tekstów. Niech będzie, o ile taki zabieg idzie z duchem oryginału i nie przegina. Bo już przegięciem ? choć nie powiem, bardzo dobrym ? jest podmienienie źdźbła i belki w oku na kastet i czołg. I niech będzie konsekwentnie. Bo skoro ?Wietnam? zamieniamy na ?gdzieś w Azji?, to co robią ?hipisi?, którzy są równie grubym anachronizmem? Bo chyba nie chodzi o Sipowicza i Legutkę? Ale zmiany w tekście wynikają też pewnie z koncepcji inscenizacyjnej.

Kinsky występował z wyżyn gwiazdorstwa i sztuki, w aurze szaleństwa i geniuszu. Jego występ mógł być surowy, takoż tekst, stanowiący delikatnie tylko uwspółcześnione wypisy z Ewangelii. Autorzy polskiej prapremiery zdecydowali się na formułę kontestacyjno-młodzieżową (zresztą muzyka wykonywana przez Leszka Lorenta i Bartka Tycińskiego w przedstawieniu gra dużą rolę i jest naprawdę świetna). Stąd i aktorka ? Barbara Wysocka ? (zresztą bardzo dobrze, że kobieta, uniknięto ryzyka zgrywania Jezusa, co się chyba samemu Kinsky?emu nie udało) upozowana na gwiazdę sceny, w hipsterskiej czapeczce i lakierkach z cholewami. Stąd też przerysowania w tekście. I stąd przemilczenia.

W przedstawieniu Zadary pominięto scenę agonii Jezusa. Może nie mieściła się w założonym czasie przedstawienia, a może w przestrzeni pojęciowej narzuconej formułą opowieści o Jezusie ? społeczniku? Podobnie jak passus o rzucaniu kamieniem, oraz że ?Godzien jest robotnik zapłaty swojej?? Ale u Kinsky’ego to wszystko się mieści i przekazu społecznego nie rozmywa. Możliwe też, że aktorka nie mogła sobie przypomnieć tekstu (nie do końca jarzę te wszystkie metazabiegi w teatrze).

Waloru spektaklu jako głosu w dyskursie chrześcijańskim nie da się przecenić: Przypomina o tym, że królestwo Jezusa nie jest z tego świata, że chrześcijaństwo to negacja wszystkiego innego (?Nie wierz w nic poza moją nauką?). Dobrze, że podkreśla tę prawdę w aspekcie społecznym, ?oskarżając? Jezusa o ?anarchistyczne tendencje?, ?spisek przeciw potędze państwa?, sprzeciw wobec „wszystkich stosunków, w których człowiek jest poniżany, kategoryzowany, instrumentalizowany czy wykorzystywany”. Dobrze że obnaża hipokryzję święcenia broni, sojuszu tronu i ołtarza. Mam jednak wrażenie że autorzy bardzo się starali na swoją modłę oswoić Jezusa. A może uznali, że w polskiego widza trzeba troszkę mocniej walić młotkiem? Byłbym wdzięczny, gdyby wytłumaczyli się ze swoich decyzji tekstowych.

Czy warto pójść do teatru? Nie wiem. Ale warto skonfrontować się z tekstem – choć to „tylko” wypisy. Nazajutrz po spektaklu, jak dobry mieszczanin, poszedłem z rodziną do kościoła. Czytania z Izajasza słuchałem ze łzami w oczach.