W stronę karykatury

Facebookmail

Byłem ostatnio na sesji rady jednej z dzielnic mojego miasta. Wiem już dokładnie, i na przykładach, dlaczego „demokracja”, jaką znamy, nie działa. Dzielnica jako najbliższe obywatelowi przedstawicielstwo, jest soczewką, w której jak na dłoni widać wszystkie problemy.

Prawnikokracja

Radni podejmują decyzję o wyborze przewodniczącego komisji. Już ma dojść do głosowania, gdy ktoś mówi – Hola! Czy członek zarządu może być przewodniczącym komisji? Jedni mówią – Tak, oczywiście. Inni – Nie, skądże. Jedni i drudzy powołują się na prawo. Wreszcie przewodniczący ucina dyskusję – sprawa wymaga opinii prawnej z urzędu gminy. Czyli radnymi – przedstawicielami ludu – rządzi prawnik-urzędnik.

Powodem jest gmatwanina sprzecznych przepisów, w tym tak podstawowych jak statut dzielnicy i regulamin jej rady. Dokumenty te oczywiście nie zostały w żadnym stopniu przyjęte przez radę, ale spisane przez urzędników i oktrojowane przez organy gminy. Czy zawierają tyle wad dlatego, że spisali je światli fachowcy (obywatele – nie-parwnicy nie daliby sobie z tym rady), czy też po to, by wiązać ręce tym organom przedstawicielskim, które są najbliżej obywatela?

Jednostka pomocnicza

Dzielnica jest „jednostką pomocniczą” gminy. W czym jej pomaga? Ano, w kanalizowaniu pozytywnej, jak i negatywnej inicjatywy ludzi. Masz jakiś problem? Np. za oknem jednopiętrowego domu chcą ci postawić wieżowiec? Idź do rady dzielnicy. Ona wyda negatywną opinię o inwestycji. Opinia zostanie złożona w jakimś segregatorze, ale nie wpłynie na budowę wieżowca – gdyż nie jest wiążąca dla gminy. Paradoksalnie, masz większe szanse na wysłuchanie i przeprowadzenie swojej woli jako pojedyncza osoba, czy członek prywatnego stowarzyszenia, niż jako obywatel dzielnicy, która jest po to, by cię reprezentować. Jednak prawdopodobnie po skorzystaniu z instytucji dzielnicy, opadną ci ręce, a na to liczy władza skorumpowana przez inwestora.

Nie inaczej jest z aktywnością pozytywną. Np. jeśli dzielnica chce podjąć decyzję o wydatkowaniu skromnej nadwyżki budżetowej w sposób partycypacyjny, to oczywiście może to zrobić, ale ma na to tylko 4 miesiące – bo w lutym dowiaduje się z urzędu miasta, że nadwyżka będzie, a w czerwcu musi mieć przygotowany projekt wydatków. Przy długotrwałym procesie uchwałodawczym, konieczności akcji edukacyjnej wśród mieszkańców, żmudnym procesie weryfikacji wniosków i głosowania, oznacza to, że w praktyce ludzie będą mieli 2-3 tygodnie na przemyślenie i sformułowanie projektów budżetu partycypacyjnego. Jeżeli udział mieszkańców w kontroli nad tym procesem nie jest iluzoryczny, to tylko dzięki dobrej woli radnych, gdyż w ramach obowiązujących praw nic tego nie gwarantuje.

Mandat do teatru

W tym stanie rzeczy rady dzielnicy tylko w nieznacznym stopniu stanowią reprezentację społeczności. Znacznie bardziej przydają się jako przechowalnie działaczy partyjnych, którzy nie znaleźli się na listach wyborczych do innych – „wyższych” ciał. Ale nie tylko.

Praktyczna niemoc rady dzielnicy ws. rzeczywistych problemów społeczności prowadzi m.in. do tego, że radni szukają innego kanału ekspresji dla swoich osobowości. Tak powstaje pseudopolityczny teatr, w którym publicznością są głównie sami aktorzy (postronni obserwatorzy, jak ja, stoją oniemiali). Pretensje, krzyki, emocje podkręcone wypitym przed sesją alkoholem – a wszystko to w ramach procedur udzielania głosu, kwestii formalnych i „ad vocem”. W końcu czym byłby teatr bez teatralnych form?

Komedia, że Gogol by lepszej nie napisał. I za Gogolem można by rzec: „Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie”. Do samych siebie możecie mieć pretensje. Czy jedynie? Nie. U źródeł tej karykatury leżą całkowicie błędne założenia dotyczące samorządności:

  • Że samorządność może być odgórna (poziom niższy zależy instytucjonalnie i politycznie od wyższego, a nie na odwrót).
  • Że mandaty przedstawicieli samorządowych mają być wolne.
  • Że wewnętrzny ustrój samorządów nie może być regulowany przez nie same, tj. przez ludność, która samodzielnie tworzy swoje instytucje.

Trzymanie się tych założeń jest źródłem powszechnie znanych wypaczeń samorządu terytorialnego. I tu Gogol się kłania. Bo kto się tych założeń kurczowo trzyma? Pan, pani, społeczeństwo.

Facebookmail

2 thoughts on “W stronę karykatury

  1. Jakub Grabowski

    Wielce Szanowny Panie Inteligencie 😉

    Nie znam Waszej sytuacji, ale mam dużo zaufania do Ciebie i jestem przekonany, że skoro tak piszesz, to niestety pewnie tak jest i tego Wam współczuję (vide teatr, alkohol, brak poziomu). Chciałbym się odnieść do kilku spraw:
    1) Przedstawicielami ludu nie rządzi prawnik, on pomaga jedynie w podjęciu decyzji w oparciu o obowiązujące i często niejasne przepisy prawa. Pełna zgoda, że tych regulacji jest za dużo i często są zbyt skomplikowane, ale nie wiem czy wolelibyśmy sytuację, w której przedstawiciele ludu mogliby sobie przegłosować co chcą, nawet gdyby to była kwalifikowana większość 😉 Prawo ma organizować i porządkować cały ten system, niestety często też go krępuje, ale jest to mimo wszystko lepsze niż władza absolutna demokratycznie wybranych przedstawicieli społeczeństwa, bo wtedy Pan Przewodniczący mógłby również być Pan Sekretarzem albo Panem Panów i nikt by mu nie podskoczył 😉
    2) Jednostka pomocnicza – to prawda, że ma za mało uprawnień, za mało pieniędzy i za mało się z nią liczą „wyższe instancje”. Proszę jednak mieć na uwadze, że dopiero uczymy się systemu, w którym oddajemy dużo władzy i dużo pieniędzy prawie bezpośrednio w ręce obywateli. Nasz system prawno-polityczny „wymyślali” ludzie, którzy nie znali takich form działania, nie mieli w tym doświadczeń i wyrośli raczej w sytuacji, w której ktoś gdzieś pieniądze dzielił, rządził i nikogo o zdanie nie pytał – taki był naturalny porządek, dlatego m.in. w tym upatruję przyczyn tego, że ta zmiana – jak by nie było – mentalnościowa, fundamentalna trwa tak długo. Osobiście „obiema ręcyma” chętnie zagłosuję za każdym rozwiązaniem, które te rzeczy usprawnią i ułatwią, ale rozumiem, że dziś takie decyzje podejmujemy wspólnie z ludźmi, którzy takich rozwiązań nie znają, nie ufają im, itd.
    3) Mandaty przedstawicieli muszą być wolne! Nawet wybory bezpośrednie w okręgach jednomandatowych, które bardzo małymi kroczkami staramy się wprowadzać tam, gdzie się da (senat, rady gmin), tego nie zmienią i nie powinny zmieniać. Taki przedstawiciel związany instrukcjami / interesami własnych wyborców, byłby trochę jak pies przywiązany do budy. To byłby raj dla wszelkich populistów. Jak w takich warunkach podnieś podatki, podjąć trudne decyzje, jak zrobić coś dla innych, kosztem wyborców, gdy jest taka potrzeba i stoją za tym konkretne argumenty a nie stoją interesy właśnie własnych wyborców?

    Zachęcam do obywatelskiej aktywności, do drążenia skały i przecierania szlaków, które uczynią dobre rozwiązania i pomysły realnymi i możliwymi do realizacji w dającej się przewidzieć przyszłości!

    Pozostaję z wyrazami szacunku,
    Naczelny Propagandysta 😉

    Odpowiedz
    1. admin Autor wpisu

      Dzięki za rzeczowy komentarz.
      1) Nie chodzi mi o to, by nie było żadnych regulacji. Ale regulacje muszą być takie, by je mógł poznać „chłop od kosy”. Smutne jest to, że gdyby pójść do innego prawnika, dostałoby się inną opinię. Patrzysz na odgórnie narzucone, wzajemnie sprzeczne przepisy i pytasz: qui prodest? Na pewno nie społeczności.
      2) Że ułomności wynikają z historii, nie znaczy że mniej są ułomne. Nie możemy się cieszyć tylko dlatego, że mamy coś dużo lepszego niż PRL-owskie rady narodowe.
      Co do pomocniczej funkcji dzielnic, to tu widzę podstawowy problem: Podst. jednostka samorządu winna obejmować jakąś całość społeczno-przestrzenną, gdzie ludzie mają szansę znać się choćby z widzenia. Dlatego dzielnica/ sołectwo powinno być podstawą dla samorządu gminy. Pewnie też i z tego powodu mamy różne spojrzenia, że w mniejszej społeczności instytucje z natury powinny lepiej odzwierciedlać społeczny interes.
      3) Są przykłady, że mandat imperatywny działa w interesie społecznym (choć oczywiście też ma swoje ograniczenia, jak i w ogóle każde przedstawicielstwo). Temat na osobny wpis, który niniejszym obiecuję.

      Odpowiedz

Skomentuj Jakub Grabowski Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.