Archiwa tagu: Radosław Krzyżowski

Wróg ludu w Starym Teatrze

Wróg taki jak ja

Na ?Wroga ludu? Henrika Ibsena/Jana Klaty w Starym Teatrze w Krakowie warto wysłać każdego kto koleguje się z anarchistami.

Historia jest o lekarzu w małym uzdrowiskowym miasteczku. Doktor Tomasz Stockman stwierdza i ogłasza publicznie, że zdrowotne kąpielisko, które jest głównym źródłem rozkwitu miasteczka, pełne jest mikrobów i w zasadzie truje a nie leczy. A żeby miasteczko było rzeczywiście uzdrowiskiem, potrzebna jest długa i kosztowna przebudowa kanalizacji. Wystąpienie doktora sprowadza poważne problemy na jego i jego rodzinę.

Spektakl jest świetnie zrobiony. Mamy fajną (to naprawdę najlepsze określenie) scenografię, piosenki, tańce, niemało śmiechu. Sporo gorzkiej ironii, także wobec głównego bohatera, który wcale nie jest taki świetlany. I doskonałą obsadę. Aktorzy pokazują to, co najistotniejsze w tekście Ibsena, a może i interpretacji Jana Klaty:

Świetny Radosław Krzyżowski w roli burmistrza i brata doktora, idealnie pokazuje zawodowego polityka, który, jak u Machiavellego, bywa ?lisem i lwem?. Równie dobrze w tej roli można by obsadzić Donalda Tuska. No ale Krzyżowski jest przystojniejszy i bardziej sympatyczny.

Zbigniew Kosowski, niezwykle trafnie przedstawiający liberalnego tchórza z klasy średniej, z tej materii, która zawsze pływa po wierzchu, ze swoim ?umiarkowaniem jako najważniejszą cnotą obywatela?.

Michał Majnicz jako lewicujący redaktor, który, gdy przychodzi co do czego, stara się przede wszystkim wpasować w system i Bogdan Brzyski jako lokalny karierowicz.

Monika Frajczyk jako córka doktora kreuje rolę, w której jak w krzywym zwierciadle powinni się przeglądać wszyscy młodzi aktywiści.

No i oczywiście Juliusz Chrząstowski w roli doktora Stockmana, miotający się między obowiązkiem moralnym, chętką na wielkość, a rezygnacją.

Wróg ludu, Michał Majczyk, Monika Frajczyk

Michał Majnicz i Monika Frajczyk we „Wrogu ludu” Jana Klaty. Fot. Magda Hueckel

Te, i inne postaci (naprawdę każdy z aktorów zasługuje na pochwałę) tworzą sytuacje dobrze znane z lokalnej i krajowej polityki, a także z naszego aktywistycznego doświadczenia. Manipulacje władzy, gra interesów i wicie się mięciutkich kręgosłupów ? wszystko to zobaczycie w końcu na scenie, a nie w ?realu?. Doświadczenie trochę oczyszczające.

Dla mnie najmocniejsze było to, co działo się między doktorem a jego żoną (nieco tajemnicza Małgorzata Zawadzka), bo jako żywo przypominało moje własne ?sceny małżeńskie?, gdy popadłem w przejściowe kłopoty z władzą ze względu na poglądy. Skąd oni wiedzieli jak to wygląda? Zespół Starego bardzo dobrze zrozumiał postaci i procesy dziejące się między postaciami.

Kluczowym momentem sztuki jest monolog doktora. Pominięto tutaj tekst Ibsena, a Juliusz Chrząstowski, w imieniu tyleż Stockmana, co swoim, mówi o bieżących problemach miasta (historia smogu w Krakowie toczka w toczkę przypomina historię zanieczyszczonego kąpieliska) i kraju. Jedzie po obecnym rządzie, uwypukla narastającą ksenofobię i nietolerancję. I bardzo słusznie, ale? mam wrażenie, że spłaszcza w ten sposób wydźwięk sztuki, rozmienia na drobne dokonanie całego zespołu tworzącego spektakl. Dodatkowym zgrzytem w monologu jest inteligenckie uniesienie i nieco klasistowski foch na Czerń, co to nie czyta książek.

Bo istotne jest to, że sztuka napisana 140 lat temu jest aktualna dziś, ale była aktualna i 5, i 20, i 60 lat temu. Bo ?Wróg ludu? Ibsena ? ale i Klaty, choć może on sam o tym nie wie ? jest o uniwersalnej prawdzie: Władza ? każda ? trwa dzięki złu, a jednocześnie to zło hoduje.

Zdjęcia autorstwa Magdy Hueckel, dzięki uprzejmości p. Barbary Kwiatkowskiej z biura promocji Starego Teatru.

Tekst ukazał się w czwartym numerze „A-Taku”. Zachęcam do lektury, pismo z numeru na numer jest coraz lepsze.