Archiwa tagu: ruch robotniczy

Kingsajz, czyli rozmowy przy zakładaniu związku

W ciągu kilku miesięcy odbyłem parę ciekawych rozmów nt. zakładania związku zawodowego w tym czy innym zakładzie. Wnioski – przerażające.

1. Znowu na śmieciówce, czyli wszystkie związki na Powązki

Gość jest inżynierem, maluczko, a skończyłby doktorat. Brakło czasu i chęci – może za dużo pracował w fabryce. Jest tam technologiem, opracowuje techniki produkcji, przygotowuje dokumentację itd. Poniżej tysiaka na rękę, częściowo na czarno, po roku miał dostać umowę o pracę. Nie dostał.

– To może poproś związek o pomoc, w takim dużym zakładzie na pewno jakąś organizację macie.

– Ee, tych, co byli w związku i coś chcieli robić, to już pozwalniali. Zostali tylko ci od szefów. Wszystkie związki na Powązki.

Kiwam głową. Sam pracowałem w firmie, w której związek kiedyś był, a w jego władzach zasiadała osoba z najbliższej rodziny właścicieli. Rozwiązał się, bo nie miał nic do roboty.

2. 5 lat próbowałam, nie wierzę

Doświadczona pracownica, przez kilka lat była przedstawicielką załogi ds. BHP, zna się z ludźmi w oddziałach, w rozproszonej firmie trudno bez niej zakładać organizację.

– Jest taka inicjatywa, żeby związek założyć.

– 5 lat rozmawiałam z zarządem, wnioski składałam. Za każdym razem słyszałam: wniosek sobie pani może złożyć. Nie ma szans, żeby coś zmienić. Szczęścia życzę, ale nie wierzę, nie mam już siły.

Poczucie, że nic się nie da zrobić jest w dużej mierze uzasadnione, jeśli się spojrzy na prawa pracownicze i uprawnienia związkowe.

3. Wielki chłop, a się boi

Wielki i pyskaty, w typie „kozaka”.

– No, można by. Tylko u nas dużo ludzi to rodzina prezesa. Poza tym, skąd mam wiedzieć, że ty nie jesteś od nich?

No tak, też bym się bał. Brak poziomych więzi społecznych i podstawowego zaufania. Szczególnie między robotnikami a pracownikami biurowymi. Problem ten jest podtrzymywany, by nie rzec stymulowany, kulturowo. Pracownikom biurowym wydaje się że są z innej bajki, ponieważ widują prezesa. Widziałem niedawno przedsiębiorstwo, w którym przedstawiciele obydwu grup ledwie mówią sobie „cześć”, ale w żadnym wypadku nie podają sobie rąk.

4. Nie takie znów małe

Kilka lat po studiach, więc „nie takie znów małe”, narzekają, że wciąż wisi nad nimi widmo bezrobocia, że trzeba tyle siedzieć po godzinach, że życie ucieka, że zmęczenie i strach.

– No, to może trzeba się organizować?

– Czyli co, założyć firmę?

Nie wiedzą, że mogłyby założyć związek, a może – że związki istnieją. A może wiedzą, ale tak mocno nie wierzą w taką możliwość, że bardzo głęboko to wyparły. Efekt wieloletniej propagandy, braku komunikacji między pokoleniami, edukacji nastawionej na produkcję wyrobników.

***

Wnioski są smutne, więc na poprawę humoru, scena z komedii. Tak mniej-więcej rozmawia się o zakładaniu związku zawodowego – w niecałe 2 minuty macie tu pełny przegląd reakcji. „Panie Olgierdzie, być może uwierzył pan, że jest…” z klasy robotniczej?