Archiwa tagu: media

Nie jesteś lepszy od prostytutki

Do ciebie mówię, twórczy pracowniku najemny, robotniku umysłowy. Pora sobie uświadomić, że praca kreatywna i praca seksualna to w gruncie rzeczy moralnie co najmniej to samo. Różnica tylko w komforcie, przy czym o ten sami dbamy, wytwarzając intelektualne anestetyki.

Elsa De Giorgi jako Signora Maggi – kurtyzana opowiadaczka w „Salo, albo 120 dniach Sodomy” P. P. Pasoliniego

Sprzedawanie miłości

Wyraz bliskości i przywiązania. Przejaw wolności w sferze, do której walec społeczeństwa ma ograniczony dostęp. Uwolnienie, dotknięcie absolutu, lub po prostu bezinteresowna zabawa. Taki jest seks nie sprzedawany. Taka jest twórczość nie sprzedawana.

Upust frustrowanym potrzebom. Wentyl bezpieczeństwa społeczeństwa pełnego ograniczeń. Wyraz patriarchalnej władzy i jej wzmocnienie. Akceptacja tego, co musi być. Obowiązek. Przymus ekonomiczny. Taka jest prostytucja. Taka jest najemna praca umysłowa.

Trzeba mieć warunki

Zastanówmy się skąd się bierze twórczość i seks. Jedno i drugie wymaga, by pociągał nas „obiekt” działania. Potrzebna jest też ochota i przynajmniej względna swoboda. Bez tej swobody w obrębie samego działania nie można mówić o tworzeniu.  Pod tym względem praca odtwórcza czy obsługowa wymaga mniej – ponieważ nie musisz czerpać ze swojej osobowości, wystarcza ci zewnętrzna motywacja. W seksie podobnie, działasz całą swoją osobą – nie tylko ciałem. Inaczej będzie to seks zły, nieprzyjemny dla ciebie i partnera.

Dlatego zarówno pracownik seksualny jak i pracownik twórczy muszą mieć ochotę. Ochota z czasem gaśnie. O ile wiem, większość pracowników seksualnych po jakimś czasie nie marzy już o niczym innym jak tylko o zmianie pracy. Pracownicy twórczy mają swoje sposoby na pobudzanie ochoty i redukcję obrzydzenia. W końcu zazwyczaj na tym właśnie, z tym że w odniesieniu do osób trzecich, polega ich praca. Typowe redukcje dysonansu poznawczego to kiedyś sam zostanę burdelmamą lub robię coś fajniejszego niż większość ludzi, ewentualnie jestem fajniejszy niż większość ludzi.

***

I jeszcze jedno podobieństwo. Prostytucja istnieje dlatego, że istnieją mechanizmy ucisku patriarchalnego, władzy i panowania. Jest ich przejawem. Nie byłoby jej gdyby nie one. Jednocześnie jest – w pewnej formie – także ich emblematem i przyczynia się do ich reprodukowania. Czy to trophy wives, czy dziewczyny z „klubu dżentelmena”, ich rolą jest demonstrować wyższość swoich aktualnych „posiadaczy”.

Nie inaczej jest w przypadku zawodów „twórczych”. Niektóre istnieją głównie po to, by zaspokajać próżność panów, inne – głównie po to, by umacniać panowanie. Reklamy, biurowce, systemy IT – są jednocześnie emblematami jak i narzędziami władzy, panowania i patriarchatu.

Oto są zasady, według których będziecie teraz żyli. Punktualnie o 6. rano stawiacie się w Sali Orgii, gdzie nasi narratorzy zabawią nas historiami na zadane tematy. Nasi przyjaciele mają prawo przerwać im w każdej chwili. Celem tych powieści jest wzbudzenie pożądania.

„Salo czyli 120 dni Sodomy”

Różnica jest w rozłożeniu akcentów: o ile „wartość dodana” prostytucji to przede wszystkim prywatna przyjemność pana, a po drugie wzmocnienie panowania, o tyle twórcza praca najemna – odwrotnie. Kto zatem ma większy powód do wstydu?

Inteligent na tropie, albo śmierć czwartej władzy widziana z bliska

W styczniu władze Krakowskiego Parku Technologicznego, czyli tutejszej specjalnej strefy ekonomicznej, ogłosiły zawarcie pierwszej w tym roku umowy o udzielenie pomocy publicznej inwestycji. Inwestorem jest Bahlsen Polska, nadwiślańska filia niemieckiego koncernu ciastkarskiego. Media obiegła notatka PAP, informująca, ile przedsiębiorstwo zainwestuje i ile „stworzy” miejsc pracy. Żadne z mediów nie sprawdziło, ile też przedsiębiorstwo otrzyma w związku z tym pomocy publicznej.

Media nie po raz pierwszy oczywiście mnie zawiodły. Postanowiłem sam to sprawdzić, upewniając się jednocześnie w Fundacji Stańczyka, że wartość pomocy publicznej dla prywatnego przedsiębiorstwa jest informacją publiczną (jakże by nie). Na wniosek o udostępnienie informacji biuro KPT nawet nie raczyło odpowiedzieć – niniejszym skarżę się przed tobą, czytelniku na „bezczynność organu”, do sądu nie pójdę. Lepiej zareagowała firma, dzięki swojej rzeczniczce, p. Agnieszce Prusaczyk, która nawiązała ze mną krótką korespondencję. Cóż jednak z tego, skoro i uprzejma funkcjonariuszka stwierdziła, że jej firma „nie może” odpowiedzieć na moje pytanie. Nie odpowiedziała też, co stoi na przeszkodzie dobrze zarządzanemu (zdawałoby się) przedsiębiorstwu takiej odpowiedzi udzielić.

Pomoc publiczna jak należało się spodziewać

Niemniej naprowadziła mnie na ogólne zasady udzielania pomocy publicznej inwestycjom w KPT. Wynika z nich, że Bahlsen otrzyma zwrot podatku w wysokości 50% poniesionych nakładów. Czyli 16 mln zł. Nie mówiąc o korzyściach z uzbrojenia terenu, czy wsparcia administracyjnego. Będzie z tego 30 nowych miejsc pracy. Czyli państwo dopłaci do każdego z tych stanowisk ponad 530 tys. zł. To tak, jak by płaciło każdemu tam zatrudnionemu średnie pensje przez 10,5 roku. Tymczasem jeżeli ty, czytelniku, zechcesz założyć lub rozwinąć własną działalność gospodarczą, możesz liczyć (ale oczywiście nie masz pewności, w odróżnieniu od Bahlsena) na parędziesiąt tysięcy ? 10-, 20-krotnie mniej.

Dlaczego nie dać 30 bezrobotnym po pół bańki, jeśli nie gotówką to w jakiejś inwestycji (bo może ktoś założy że są mniej racjonalni od urzędników i biznesmenów)? Dlaczego nie wybudować 45 mieszkań ludziom skowanym pokoleniowo nawarstwioną biedą (byłby zastrzyk dla gospodarki ? sektora budowlanego)? Itd., itp. ? nie chcę mnożyć tych pytań, odpowiedź jest aż nadto oczywista.

Takie informacje owszem, są gorszące, w dość jasny sposób pokazują prawdziwą naturę kapitalizmu, a jeśli nie chcemy jej dostrzegać ? przynajmniej ?błędy i wypaczenia?. Rzecz warta nagłaśniania, przyciągająca uwagę. I tu pojawia się bardziej intrygujące pytanie: dlaczego żaden dziennikarz o tę sprawę nie zapytał?

Może zapytał, ale nie otrzymał odpowiedzi? Cóż, na pewno nie zapytał w Bahlsenie, bo p. Prusaczyk nie kryła zdziwienia, dlaczego ktoś w ogóle miałby się tym interesować. Jak było w KPT ? nie wiem, bo moje pytanie trafiło w próżnię.

Gierkowskie dziennikarstwo

Jeśli przejdziemy się do biblioteki i przerzucimy dowolne roczniki prasy codziennej z lat ? powiedzmy ? 70. i 80. ? zobaczymy, że o ile mniej w ?Trybunie Ludu?, o tyle w gazetach regionalnych (które również były organami PZPR) o ?błędach i wypaczeniach? pisano dość często. Co się stało, że rolę kontroli społecznej lepiej spełniały gadzinówki, niż dużo bardziej wolna, pluralistyczna prasa współczesna?

Odpowiedź jest złożona i nie sądzę, bym wymienił wszystkie przyczyny ? kwestia wymaga złożonych studiów. Na pewno jednak:

Media jako kontroler zależą w większej mierze od czynników ekonomicznych, niż politycznych. Zmiany ostatniego ćwierćwiecza, także w ?starych? demokracjach polegały głównie na przerzuceniu większości kosztów funkcjonowania mediów z odbiorców na reklamodawców. O ile na początku tego procesu koszt gazety był w 60-80% pokryty przez cenę egzemplarzową, a w reszcie ? wpływami z reklam, o tyle dziś jest odwrotnie. Podobne przemiany dotykają nadawców publicznych, różnice są jedynie w skali, w zależności od modelu przyjętego w poszczególnych państwach. Oznacza to z jednej strony, że media wolą narazić się odbiorcom niż reklamodawcom (czego przejrzystym przykładem są stosunki mediów regionalnych z władzami samorządowymi). Z drugiej ? że praca dziennikarza jako istotny składnik kosztu mediów, tanieje pod presją wydawców. Dla opinii publicznej jest to podwójna strata, ponieważ jednocześnie rośnie liczba i stopień komplikacji informacji, którymi warto by było opisywać świat.

Nie mniej istotna jest sprawa etyki zawodowej dziennikarzy i etyki wydawców. Absolutyzacja mechanizmu rynkowego usypia sumienia: skoro jego tryby kręcą się w ustalony sposób, głupstwem jest działać im wbrew. Podobnie było w totalitaryzmach (zresztą zbieżność ich z liberalizmem wypunktowała już 70 lat temu S. Weil w ?Zakorzenieniu?). Wolno więc przypuszczać, że pod względem etyki indywidualnej opadliśmy mniej-więcej w rejony z czasów późnego Gierka ? skoro ówczesne gazety prezentują podobny bądź wyższy poziom rzetelności.

Ale tu trzeba się jeszcze zastanowić nad kolejną sprawą ? kwestią doboru i kształcenia dziennikarzy. Dla młodego człowieka, który dziś wybierze dziennikarstwo, los prekariacki jest niemal pewny. Zgodzić się nań można jedynie w akcie heroizmu, albo ? znacznie częściej ? w poczuciu że jakoś to będzie i zamiast dziennikarzem staniemy się jednym z ?media people? ? człowiekiem, który coś tam tworzy, czasem mignie twarzą czy nazwiskiem w mediach, ale przede wszystkim będzie mógł dobrze zarobić przy całkowicie komercyjnych projektach. Uniwersytety i szkoły zawodowe utwierdzają młodzież w tym poczuciu, hołdują mu i ? na ile mogą ? przygotowują do takiego właśnie zawodu (sam też maczam w tym place).

Chyba należy postawić krzyżyk na ?czwartej władzy?. Pytanie brzmi, czy w społeczeństwie wymagającym gruntownej specjalizacji, bez powszechnego treningu krytycznego myślenia, mamy szansę na tworzenie alternatywnych narzędzi skutecznej kontroli społecznej. Obawiam się, że nie w tym systemie politycznym.

Tekst ukazał się również na Nowych Peryferiach, które od dziś goszczą i mój blog.

Czy daleko jeszcze do ściany?

Trzy dni tryumfu biznesu nad rozumem i akcent nadziei kolejnego ranka. Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostaje na stołku. ?Internety wygrywa? afera prosiaczkowa. 15W08 dewastuje witrynę geszeftu byłego dziennikarza, a obecnie ?pana z telewizji? Piotra Najsztuba.

image3004Powiedziano, że stanowisko Hanna zawdzięcza bezwładowi milczącej większości. Jest to tylko część prawdy, ponieważ o bezwład też trzeba dbać. Bywa on przedmiotem troski propagandystów nie mniej niż stymulacja pożądanych zachowań. Współczesne teorie społecznego wpływu mediów, poczynając od Gerbnera w latach 70. skupiają się właśnie na tym zagadnieniu:

Teoria kultywacji wskazuje, że media prezentują poglądy mainstreamu, jednocześnie kreując nadreprezentację bodźców kierujących odbiorców w stronę konserwatyzmu. Obecnie rośnie zagadnienie indywidualizacji doboru przekazów do odbiorcy (choćby przez media społecznościowe), jednak jak dotąd badania empiryczne potwierdzają ogóle założenia tez Gerbnera.

Teoria spirali milczenia tłumaczy na podstawie przesłanek psychologicznych (lęk przed izolacją, błędy atrybucji) zanikanie opinii spoza głównego nurtu w dyskursie publicznym, ale i osobistym. Jej autorka, Isabelle Noelle-Neuman znała te mechanizmy z autopsji ? za młodu, w l. 30. była dziennikarką, stopniowo wsiąkając w mechanizm nazistowskiej propagandy.

Teoria agenda setting, czyli ustalania porządku dnia, jest też najbardziej obecnie powszechną praktyką komunikowania politycznego. W skrócie polega ona na tym, że media i politycy (lub ? jak w naszej codzienności ? politycy i media) ustalają, o czym będzie się mówić.

Zobaczmy, jak to wyglądało w praktyce. Media wraz z politykami przejęli temat oddolnej (w miarę, bo jednak akcji przewodził lokalny polityk) inicjatywy odwołania prezydent Warszawy i podały go na swój własny ? typowy ? sposób: w konwencji PO contra PiS. Jako, że część mediów jest PO-wska, a część PiS-owska, rozpoczęła się wewnątrzsystemowa epika na głosy, rugując kompletnie prawdę o pierwotnym, obywatelskim odruchu. Rację mają więc ci, którzy uważają, że to PO i przychylne jej media ponoszą odpowiedzialność za niedostateczną frekwencję w referendum. Rację mają także ci, którzy odpowiedzialność tę kładą na barki mediów pro-PiS-owskich i tego okropnego Kaczyńskiego. Kreując pozorny spór, obie niby-frakcje poparły status quo, prawdopodobnie świadome (także te opozycyjne), że w ten sposób pozwolą HGW pozostać przy władzy. Zupełnie jak by chciały dać kliniczny obraz działania teorii kultywacji, spirali milczenia i agenda setting w jednej pigułce.

Kolejny dzień po głosowaniu przynosi ?aferę prosiaczkową? ? sieć hurtowni samoobsługowych wprowadza do sprzedaży pakowane próżniowo w całości prosiaczki. Wywołuje to powszechne zgorszenie ? biedne prosiaczki. Takie same prosiaczki, tyle, że pokawałkowane, widujemy na billboardach, w sklepach, na własnych talerzach. Nie pamiętamy wtedy, że w potwornych warunkach hodujemy i przemysłowo zabijamy zwierzęta. Dopiero prosiaczek wyglądający na mniej zabitego wywołuje w nas oburzenie, ale zupełnie bez refleksji systemowej. (Studium tego przypadku szczegółowo opisał i nieźle skomentował Antyweb). Tak, jak byśmy konsumowali media (bo przecież gdyby nie one, nie wiedzielibyśmy o prosiaczkach w hurtowni) nie używając przy tym rozumu.

W istocie, tak jest. Media podają nam treści i formy wywołujące emocje, ale nie wywołujące refleksji. Skutkiem tego, petryfikują one zastany (nie)porządek społeczny. Dlatego ?głupienie? mediów, na które my, inteligenci tak lubimy pomstować, stanowi wynik nie tylko owczego pędu, ale i przemyślanych decyzji koncernów, nie tylko zresztą medialnych.

Tak mijają 2 dni, wieczory i poranki typowego tygodnia historii mediatyzacji. Ten ostatni poranek przynosi jednak jeszcze inne zdarzenie: grupa 15W08 ujawnia fakt zdewastowania witryny knajpki, należącej do Piotra Najsztuba ? kiedyś cenionego dziennikarza, a dziś ? hm ? ?pana z telewizji?, kuglarza, no i restauratora. Odezwa towarzysząca zdarzeniu piętnuje prostytucję i głupienie mediów, słusznie wiążąc oba procesy.

Akt przemocy (jakże jednak delikatnej) sprawił, że przesłanie 15W08 trafiło na chwilę do mediów masowych. I ? co ciekawe ? wywołało przychylną reakcję konsumentów mediów, jak i jednego z trybików machiny. Może dochodzimy już do ściany, jeśli chodzi o propagandę?